Przygotowania w toku

wpis w: Życie | 4

Przygotowania w toku, ale czy to znaczy, że mamy rezygnować z innych ciekawych opcji? Nie sądzę!

Hajs się musi zgadzać, to wiadomo, więc zrezygnowałam z fajowskich butów (królowa zajlando jest tylko jedna 😉 ), ale te przeżyje. Co innego wyjątkowy koncert, smakowity stejk, albo Dziadek do orzechów w Operze. Na to ostatnie czaiłam się od jakichś 153 lat. Tym razem jak sęp wisiałam nad kasą biletową i dokonałam właściwej wymiany: złote denary za bilety.

W sumie ten wyjazd traktujemy tak, jakbyśmy serio zaraz wracali, a te pół roku jak to w życiu dorosłych bywa, zleci jak z bicza strzelił. Trochę choruję na myśl, że będziemy musieli z tymi plecurami łazić i te noclegi ogarniać i wszędzie te autobusy i dworce i pocur śmierdzący, ale przecież należałoby teraz powiedzieć, że no przecież w tym wszystkim właśnie jest przygoda! W sumie właśnie tak 😀

Ja już się trochę najeździłam. Głównie autostopem, zwykle z plecakiem, namiotem, karimatą i zestawem chińskich zupek na czarną godzinę, więc wiem że takie wyjazdy to mnóstwo frajdy, a wartością dodaną są te wszystkie niezaplanowane akcje, ale nie ma co ukrywać. Człowiek wraca po takich wakacjach zgibany jak pies.

I na pewno będą takie momenty, w których pomyślę sobie, że mama i tata siedzą teraz sobie na kanapie w telewizyjnym (obserwacja: każdy ma taki pokój w domu 😀 ), albo na ogródku w Czajkowie. Mama wyrywa chwasty w piwoniach, a tata ją zagaduje. I wtedy na to pomyślę sobie, że: po coooo my się w ogóle z tego Poznania ruszaliśmyyy, nikt nie mówi w naszym języku i do domu daleko, a my tu sami i nikt nas nie lubi. Whyyyyy?  Tak będzie, bo już tak u mnie bywało. Ale to trwa krótko.. no i wcześniej nie było Jacka. Teraz jest hihi 🙂

Dużo teraz oboje mamy roboty. Ja kończę to, co zaczęłam w pracy, do tego do końca roku musimy się wyprowadzić z obecnego mieszkania, no a tu jeszcze przed nami ślub przecież! Nie wspominając o tym, że wyjazd sam się nie ogarnie. Ale jak sobie pomyślę o tych flamingach różowiuśkich, awokadusach na śniadanie, obiad i kolację (generalnie cały czas uważam, że awokado nie ma smaku, ale guacamole z serowymi nachosami z Biedry to już inna liga) i że ciepło cały czas a na to wszystko wrócimy do Polski latem, to od razu odczuwam spokój.

A żeby całkowicie nie oszaleć, to jeszcze pójdziemy sobie na randeczke. Jacek obiecał pyszną kolację w pysznym, jak mówią, A nóż widelec.

No, to trochę się uspokoiłam. Mniam.

 

PS. Na zakupach też byliśmy 😉

4 Odpowiedzi

  1. Ale to trzeba buty pokazać!
    No i info gdzie jedliście 😀
    HASZTAG jedzenie, hasztag podróż, hasztag lifestyle, hasztag krewetki!

    • Sonia, będzie! Jeszcze się uczymy jak to z tymi hasztagami jest 😉
      A żarliśmy w A nóż widelec – jest podlinkowane 🙂

      Pozdrawiamy!

  2. Sweterek kupiłeś an chłodniejsze dni? 🙂

Zostaw komentarz