Machu Picchu i co dalej?

wpis w: Gdzie byliśmy, Peru, Życie | 6
Od jakiegoś już czasu mam podobną refleksję i zjawiła się ponownie podczas odwiedzenia Machu Picchu. Nikomu najpewniej nie trzeba przedstawiać tego miejsca, bo pojawia się w naszym życiu w momencie kartkowania pierwszych podręczników do historii czy geografii.

Całkiem podobnie jest z wieżą Eiffla, Big Benem czy Koloseum w Rzymie. Znasz te miejsca od dzieciństwa i zdaje się jakby były tuż na wyciągnięcie ręki, albo dawno temu wyrosły w ogródku koło domu.Dorastasz więc do tej chwili, kiedy za zaoszczędzone denary możesz samodzielnie pojechać i odkryć te miejsca, które przecież przynajmniej raz w życiu należy zobaczyć. Pełna ekscytacji i ciekawości wsiadasz w samolot. Wysiadasz w punkcie zboru i co dalej?

Okazuje się, że powód, dla którego przemierzyłaś te tysiące kilometrów wcale nie robi takiego wrażenia jak się spodziewałaś. Wieża Eiffla wcale nie jest taka wysoka, bilety są w kosmicznych cenach, więc wyciągasz z portfela monety, doliczając się odpowiedniej sumy, a to rzecz jasna nie koniec wydatków. Jest masa turystów, którzy zasłaniają połowę atrakcji i zastanawiasz się skąd do licha oni wszyscy mają hajs na wejściówki do każdej jamy?! Stoisz w kolejce, aby móc zrobić sobie zdjęcie. Dostajesz do ręki serię nakazów i zakazów: nie możesz pić, jeść, mieć odkrytych ramion, mówić, siadać, poruszać się za wolno, za szybko..

Podobnie było z Machu Picchu, ale najpierw trzeba się tam dostać. Jedną z opcji jest Inka Trail – najpopularniejszy trekking na świecie i najpewniej najbardziej urokliwy oraz satysfakcjonujący sposób dotarcia na miejsce.
#1 ale: żeby wziąć udział w trekkingu trzeba się zapisać z co najmniej 6-miesięcznym (a najlepiej 9-miesięcznym) wyprzedzeniem, co oznacza, że na pół roku przed wyjazdem do Peru musisz wiedzieć jaki będzie twój plan podróży co do dnia
#2 ale: musisz być sułtańską księżniczką i kupować bułki za diamenty, bo koszt takiego trekkingu, w zależności od wybranej opcji to wydatek rzędu 350-550 USD
#3 ale: nie ma opcji wybrania się na trekking bez przewodnika, tragarzy, kucharza i całej infrastruktury, za którą musisz oczywiście zapłacić

A teraz jak my się tam dostaliśmy.

W Cusco kupiliśmy transport do miejsca zwanego Hidroelectrica. Jest to około sześć godzin colectivo z Cusco. Koszt takiego przejazdu w dwie strony w naszym przypadku to 55 Soli. Start jest o godzinie 8 rano, na miejscu (oczywiście z opóźnieniem, innej opcji nie ma) byliśmy przed 15:00. Stamtąd kursuje pociąg do miejscowości Aguas Calientes, z której wyruszają autobusy na Machu Picchu lub piesi turyści. Pociąg to koszt ok 30 USD. Oczywiście się na niego nie decydujemy, tylko idziemy tak, jak rzesza innych nam podobnych, wzdłuż torów do Aguas Calientes. Trasa ma około 11 km, co daje około dwie godziny bardzo przyjemnej wędrówki. Jesteśmy w Aguas Calientes, bierzemy hostel na jedną noc. Wstajemy o 4:30, idziemy szlakiem w kierunku Machu Picchu. Tam czeka na nas bilion schodów do pokonania, co w praktyce oznacza półtora godzinną wspinaczkę, ale w sumie nie jest najgorzej – szlak jest naprawdę spoko.

Na górze wita nas już masa turystów i trzy kolejki. Trzeba okazać paszport. W środku dowiadujemy się, że trasa przez park jest jednokierunkowa, prowadząca do wyjścia. Wejść z powrotem na teren Machu Picchu można jeszcze kolejne dwa razy. Toalety rzecz jasna też są na zewnątrz. Jeść na terenie parku nie wolno.

To jakie były nasze wrażenia?

Żebyście nie zrozumieli mnie źle. Machu Picchu to naprawdę wyjątkowe miejsce. Sama możliwość porównania tego, co znam z telewizji z tym, co widzę w rzeczywistości jest niesamowitą frajdą, ale.. to jest chyba tak, że jak widzisz coś od zawsze plus cena, jaką musisz za to zapłacić i wszystkie ograniczenia jakie na ciebie czekają nie wprawiają w taką euforię. Droga, którą musieliśmy pokonać, kombinowanie jak się dostać i nie zbankrutować absolutnie, dała nam w zasadzie więcej satysfakcji niż fakt, że na Machu Picchu byliśmy. Dwugodzinna droga do Aguas Calientes jest bogata w piękne widoki, pełna zieleni i spadających na głowę awokado. Wspinaczka schodami do najlżejszych nie należy, ale daje super moc na samej górze i cieszy niesamowicie.

Wnioski.

Po przemyśleniach doszłam do pewnego wniosku, który zdaje się być oczywisty, ale mi przyszło nazwać go dopiero teraz. Sam cel, do którego zmierzasz w trakcie podróży jest wiele wart sam w sobie. Świetnie było móc spojrzeć na Machu Picchu z tego punktu, z którego robione były wszystkie zdjęcia zamieszczane w znanych nam publikacjach. Stare inkaskie miasto jest bardzo dobrze zachowane i nadal nie mogę wyjść z podziwu jak to możliwe, że ktoś kiedyś zdecydował się je zbudować między górami. Jednak najwięcej satysfakcji daje ten czas i wysiłek, który musisz podjąć, żeby tam dotrzeć. I nie chodzi tutaj o czas w autobusie, żeby dostać się punktu A do punktu B, tylko o ten cały proces, który sprawia, że znajdujesz się w tym miejscu, w którym chcesz. Najpierw zapada decyzja, potem przecież musisz trochę poprzesuwać priorytety, ogarnąć hajsy, zrezygnować z dotychczasowego komfortu, przełamać niektóre bariery i potem trafiasz TAM. Odczuwasz ulgę i satysfakcję. To jest to!

Jeśli Ameryka Południowa to Peru, a jeżeli Peru to Machu Picchu.

Czytając artykuły o Machu Picchu przed wyjazdem zapoznałam się z polityką cenową dotyczącą wejścia do parku. W jednym z artykułów spotkałam się z tezą, że bilety na Machu Picchu z roku na rok będą drożeć. Powodem jest chęć ograniczenia rosnącej liczby turystów, którzy chcą doświadczyć Machu Picchu. Okazało się więc niestety, że bilety w tym roku znów podrożały i to znacznie. Zastanawiam się tylko, dlaczego muszą podnosić i tak już wysokie ceny biletów, zamiast ograniczyć np. liczbę dziennych wejść? Nie wiem czy to jeszcze jest odpowiedzialna turystyka i troska o dziedzictwo kulturowe czy biznes.

 

Podążaj Małgosia:

Lubię, gdy jest wietrznie, jeść owoce zerwane prosto z drzewa, zapach żniw, ludzi i pasikoniki. Nie lubię żółtego sera.

Ostatnie wpisy

6 Odpowiedzi

  1. Mnie z kolei zarowno w Machu Picchu jak Iguazu Falls i innych znanych miejscach nachodzila taka mysl,ze no fajnie widze to teraz na wlasne oczy, ale bylo brak tego elemetu zaskoczenia. No bo przeciez widzialam juz Torres del Paine i Machu Picchu z roznych perspektyw na zdjeciach w Internecie. I wtedy sobie mysle jakie wrazenie te miejsce musialy wywierac na ludziach, ktorzy nie mieli pojecia co za chwile ukaze sie im oczom. Pozdrawiam . Sara

    • To prawda. Też o tym myślałam, jakie musiało być wrażenie ludzi, którzy odkrywali te miejsca. To dopiero musiało być wow 🙂

  2. Może to nic odkrywczego, ale się tą myślą podziele. Dla mnie nie cel jest najważniejszy ale droga. Droga to przygoda…. osiagnięcie celu to tylko chwila uniesienia. Przy okazji fajnie mieć świadomość, że oszczędzając ten nieszczęsny hajs ma się przy okazji sporo fanu😊 bawcie sie dobrze 😆

  3. Super się czytało 🙂

Zostaw komentarz