W poszukiwaniu idealnego tacos

wpis w: Meksyk, Żarcie | 0

Jadąc do Meksyku, mieliśmy plus minus takie wyobrażenie o jedzeniu: bogactwo warzyw i owoców, mięso/ owoce morza, salsa, pikantne jedzenie, podobno dość tanie i ogólnie dobre. Ja za punkt honoru przyjąłem sobie znaleźć wszystkie te elementy w kuchni Meksykańskiej.

Poniżej przedstawiamy jedzenie, które najbardziej nam smakowało, czy też najbardziej nas zaskoczyło w Meksyku. Podzieliliśmy je na miejsca, w których je jedliśmy. Na samym końcu kilka naszych spostrzeżeń o całej kuchni Meksykańskiej..

Jeżeli jesteście głodni, najpierw coś zjecie, a potem zacznijcie czytać 😉

Jukatan

Pierwsze nasze podejście do kuchni Meksykańskiej nieudane…Merida, zdjęcie od lewej: burrito w food trucku dla hipisów. W smaku nie najgorsze, w sam raz na jedną osobę, jednak cena za wysoka (18 zł na Meksyk to dużo). Pozostałe dwa zdjęcia to potrawy kupione na jednym z knajp w parku: tacos, gdzie placek za mocno kukurydziany w smaku, farsz niedoprawiony i za dużo tłuszczu. Ostanie zdjęcie to kukurydziany smażony pieróg z mięsem w salsie pomidorowej. Podobnie jak tacos bez smaku i tłuste. Reasumując po pierwszym dniu smutek. Nic pysznego nie zjedliśmy, a to co było w miarę OK to było dość drogie. W tedy pojawiły się pierwsze wątpliwości.. czy istnieje to czego szukamy, idealnego tacos?

Drugiego dnia udaliśmy się w okolicach lokalnego rynku warzywnego. W hostelu powiedzieli nam, że własnie tam znajdziemy to czego szukamy.

Okolice Mercado (rynek warzywno owocowy) nie wyglądał zbyt zachęcająco. Plastikowe krzesła, mnóstwo ludzi, dziwne zapaszki. Zdjęcie poniżej to bar, w którym postanowiliśmy dać kolejną szansę kuchni Meksykańskiej. Miejsce podobnie jak sama okolica pełna lokalsów, plastików…. no ale do odważnych świat należy.

Zamówiliśmy po burrito na głowę (70 MXN za sztukę). Jeszcze przy zamawianiu myśleliśmy, że by domówić tacosy lub tortille, ale stwierdzimy, że zjemy i zobaczymy czy będzie dobre i czy będziemy jeszcze głodni. A tak wyglądało burito- poniższa fota.

I to był szczał w dziesiątkę, a powiem nawet bez kozery w jedenastkę! Zdjęcie wielkości ani wspaniałości tej potrawy nie pokazuję. Burito było pyszne! Dużo dobrego mięsa, warzywa, guacamole. Wszystko świeże no i porcja ogromna. To burito nas pokonało, było tak duże. Po tej wyżerce wiedzieliśmy już, że znaleźliśmy to co chcieliśmy: pyszne, świeże i niedrogie jedzenie 🙂 Bez kozery powiem, najlepsze burito w moim życiu!

Z ciekawostek, w tym samym miejscu podawali “King of Tacos” (poniżej zdjęcie; w tacos wbity jest duży widelec, co pokazuję rozmiar dania). W dwójkę nie odważyliśmy się zamówić tego przysmaku, bo było za duże. Więc mamy kolejny powód aby odwiedzić Jukatan i podjąć wyzwanie z kimś jeszcze 🙂 Przyznacie, że wygląda BDB!

Jeżeli chodzi o owoce morza, to w Celestun udało nam się zjeść kraba, krewetki i ośmiornice (zarówno smażone, jak i surowe (poniżej fota surowych owoców morza), ale jakoś nam nie podeszły. Myślimy, że mogła na to wpłynąć forma podania oraz knajpa, która nie była za wysokich lotów. Pewnie jeszcze spróbujemy, bo to podejście było niezbyt udane.

Podczas całego pobytu na Jukatanie było bardzo gorąco, powyżej 27 stopni. W tych warunkach idealnie pasowały lokalne napoje owocowe sprzedawane na ulicy. Były duże (jedno litrowe), zimne (zwierały dużo kostek lodu), bardzo słodkie i owocowe. Dodatkowo atrakcyjna cena (od 15 MXN za litr napoju) powodowała, że to był napój numer jeden na Jukatanie.

Chipas

W Palneque, gdzie zaczęliśmy naszą przygodę w stanie Chiapas, kolejny raz spróbowaliśmy tacos (fota poniżej, z lewej strony), która było wyborne. Sprawdziło się również, że w każdym mieście tacosy się od siebie różnią, co powoduje, że mi się chyba nigdy nie znudziły. Tu też pierwszy raz zjedliśmy klasyczne Quasidas, czyli podsmażana tortilla z serem (o serze trochę później) podawane z guacamole. Wszytko proste świeże, pyszne i w dobre j cenie.

Również w tym samym mieście mieliśmy okazję zjeść inne dość popularne danie w Meksyku, Picadillo, czyli szatkowana wołowina z kukurydzą i fasolą (fota poniżej). Wraz ze świeżym z sokiem z ananasu tworzyło pyszną całość.

Jadąc dalej w głąb Chiapas, a dokładnie do San Cristobal zaczęło być chłodniej i wilgotniej (wysokość około 2500 m n.p.m robiła swoje). Ale i na to nasi koledzy kucharze z Meksyku znaleźli sposób.Otóż w centrum miasta znaleźliśmy przemiłą knajpę, której specjalnością były zupy. Każdy nowy klient był witany okrzykiem z kuchni “ witaj kliencie”, czy jakoś tak (choć minęły trzy miesiące dalej moja znajomość hiszpańskiego jest słaba, żeby nie powiedzieć żenująca). Wracając do zup. Były bardzo dobre! Duże kawałki mięsa (wołowina lub kurczak), dużo warzyw, gorące, bardzo dobrze przyprawione. Fajnym rozwiązaniem była możliwość doprawienie zupy szeregiem sosów i dodatków podawanych w kubkach i na półmiskach, co widać poniżej na zdjęciu.

W tymże samym mieście znaleźliśmy pierwsze dziwactwa kulinarne. Jak widać poniżej, wypatrzyliśmy je na lokalnym mercado. Były to wielkie plastry suszonych ryb oraz smażone robaki (na naszym Facebooku jest filmik z ich degustacji).

Oaxaca

Jak, już pisaliśmy w poprzednich wpisach, Oaxaca to przed wszystkim kakao i ser. Poniżej zdjęcia kakaowca, które pokazuje różne formy, w jakiej można je kupić. I tak, można zacząć od samych ziaren, zmielonych miazgi kakaowca z cukrem (pychota, my dodawaliśmy ją to płatków z jogurtem) jak i napojów, zarówno ciepłych jak i zimnych. Nam szczególnie posmakował ten drugi wariant w gorące dni. Zimny, mocno kakaowy i w dobrej cenie (najlepszy z popularnej sieciówki w Oaxaca).

Druga rzecz to ser. Jak już pisałem jest dostępny i popularny w całym Meksyku. Nieodłączny składnik Quesadillas i wszelkich zapiekanych rzeczy (pod wpływem ciepła robi się bajecznie ciągnący). Jak widać na poniższym zdjęciu ser można kupić w kulkach na każdym targu. My go pokochaliśmy. i to zarówno na ciepło jak i na zimno.

Jako, że Oaxaca to stolica czekolady, dlatego też wykorzystano ją do najsłynniejszej potrawy z tego miasta, czyli kurczaka Mola. Składa się ona z gotowanego kurczaka w sosie czekoladowym (smak sosu raczej wytrawny) i ryżu. Spróbowaliśmy i możemy powiedzieć, że to ciekawe doświadczenie, ale może niekoniecznie do powtórzenia. Poniżej klasyk z Oaxaca do bólu: kurczak Mola z gorącą czekoladą, jako jeden ze sposobów na ciekawy obiad w Meksyku.

W tym samym stanie, a dokładnie w Mazunte pierwszy raz jedliśmy świeżego kokosa. Jak wygląda taki kokos można zobaczyć poniżej. Mi raczej tak sobie podszedł, za to mleko koksowe było interesujące.

Puebla

We wpisie o tym mieście wspomniałem, że tutejsza kuchnia została wpisana na listę dziedzictwa UNESCO. I tak o to poniżej dwa klasyczne dania z Puebli. Kurczak z tacos, czerwoną fasolą, oczywiście serem z Oaxaca, no i zielonym sosem, jednym z elementów charakterystycznych dla kuchni z Puebli. Obok podobne zestawienie, ale dla odmiany sos czerwony, równie mocno charakterystyczny dla tego regionu. Oba dania zrobione min. z papryk i mają swój specyficzny smak. Na nas oba te danie nie zrobiły do końca dużego wrażenia, ale możemy powiedzieć: spróbowaliśmy.

Za to co pokochaliśmy to tortilla z mięsem al pastor (fota poniżej). Bardzo prostą przekąska, raptem dwa składniki i trochę sosu, ale za to mięso idealnie przyprawione. Szczególnie bar z zieloną żabą w nazwie robił to przekąskę idealnie. Palce lizać

W Puebli, można spotkać, jeszcze inne formy podania wyżej opisanego mięsa (fota poniżej). Ale my dalej twardo stoimy, że wersja w tortlla jest najlepsza 🙂

Na koniec słonych dań, jeszcze jedna forma podania już wspomnianych sosów z papryki, otóż tacosy z sosami i serem (lewe zdjęcie u dołu). Natomiast po prawej burger ala Puebla, czyli wielka buła pełna sera z Oaxaca, awokadem, majonezem i cienkim kotletem z kurczaka. Fast food pełną gęba i to bardzo dobry!

Puebla, to też stolica Meksykańskich słodkości. Poniżej zdjęcie. I tak można zjeść cukierki (lewy górny róg), masa cukrowa z dodatkami, no nic szczególnie specjalnego. Dobry sernik w kruchym cieście (zdjęcie prawy górny róg). Flam, podobny do naszego bardzo gęstego budyniu waniliowego, dostępny praktycznie w całym Meksyku (dolny lewy róg) i na końcu ciastko orzechowe z kremem.

Jak tego Wam jeszcze będzie mało, to proponujemy małe racuchy w karmelu. Bardzo słodkie i przepyszne, trzy i zjedliście trzydniową normę cukru (poniższa fota z lewej strony), albo mały ptyś z przepysznym kremem (nie jest to śmietana, coś bardziej gęstego i wyrazistego w smaku, jak by trochę waniliowy)

Ale zostawicie jeszcze miejsce na coś jeszcze. Oto przed wami niekwestionowany zwycięzca słodkości nie tylko z Puebli ale i całego Meksyku (fota poniżej)! Proste, dwa składniki: krem z ptysia i świeże truskawki. Było to takie pyszne, że odkąd go spróbowaliśmy, zawsze nasz obiad czy też kolacja w Puebli musiała się kończyć tym deserem.

Jeżeli dodamy do tego Crema de Coco (czyli słodki napój z mleka,lodu i kokosu; zdjęcie poniżej) dostępna na każdym rogu, to zdecydowanie Puebla jest stolicą Meksykańskich słodkości.

Morelia

Z tego miasta dwie rzeczy był charakterystyczne. Pierwsze to słodkości, w ale w porównaniu z Pueblą były to głównie owoce w masie cukrowej obsypane ostrymi przeprawami (zdjęcie po lewej na dole). Powiem szczerze, że choć kupiliśmy chyba z sześć wersji to żadna nam nie posmakowała. Inny przysmak to Chicharron (zdjęcie po prawej). Jest to nic innego jago smażona na głębokim tłuszczu skóra świńska. I znów muszę dodać, że to nie jest to za czym tęsknimy.

Guadalajara i okolice

Tak jak w całym Meksyku, tak i Gudalajarze było można zjeść porządny street food. Trzy przykłady poniżej, od lewej zaczynając. Mieszanka mięsa, warzyw i sosu sojowego. Wszystko podsmażane coś w stylu kuchni tajskiej podawane w formie z smażonego ciasta, dobre i smaczne. Następne zdjęcie to Flautas, czyli podsmażane tortilla z indykiem z warzywami na wierzchu- równie dobre co poprzednie danie. A na samym końcu Torta Ahogada, czyli typowy przysmak z Guadalajary. Kanapka z podsmażanym mięsem z kurczaka lub świni w sosie paprykowo pomidorowym. Brzmi banalnie i de facto takie jest ale broni się smakiem, więc na pewno warto spróbować będąc w Meksyku.

Na koniec słonych rzeczy birria, czyli typowy dla danego regionu gulasz z baraniny lub jagnięciny. Jako dodatki podaję  z tortilla oraz limonką i cebula do doprawienia. Kolejne proste danie, raptem kilka składników, ale bardzo dobre.

Ostanie słowo należy oczywiście do słodkości. Tu mogliśmy posmakować (zdjęcia poniżej od lewej): kruche smażone ciasto polane miodem z kawałkami orzechów (w sam raz po obiedzie). Sok z trzciny cukrowej robiony na żywo z łodygi. Napój tak słodki, że po trzech łykach miało się już dość cukru na cały dzień. Na końcu podsmażane banany z karmelem i słodkim sosem. Podobnie jak poprzednik, słodkość do bólu.

Jedzenie w Meksyku – nasze spostrzeżenia

Meksyk zapewnił nam bogatą różnorodność w jedzeniu. Zawsze było to jedzenie świeże, a przy tym proste. Co ważne nie było trzeba wydawać wielkich pieniędzy żeby dobrze zjeść.

Ze względu na swoje położenie, Meksyk oferuję bardzo dużą różnorodność warzyw i owoców. W tym kraju łatwo być wegetarianinem 🙂 Poniżej różne odmiany bananów.

Często na ulicy można znaleźć coś świeżego i nie koniecznie musi być to miejsce blisko targowiska. A to truskawki (poniżej fota) lub obraną sałatkę z ogórka i limonką.

Najpopularniejsze warzywo w Meksyku ( i tu bez zaskoczeń) kukurydza. Jest dostępna wszędzie w różnych postaciach. My próbowaliśmy gotowanej kolby z lub bez majonezu. Była również wersja grillowana,  jak i ugotowane ziarna kukurydzy  z majonezem, chili i serem białym. Poniżej zdjęcie w jaki sposób i w ilu wariantach sprzedawana jest kukurydza.

Jednak nie tylko zdrowym jedzeniem Meksyk stoi. Chipsy można kupić wszędzie i są bardzo popularne. Szczególnie popularne są te domowej roboty sprzedawane na ulicy.

Reasumując, jeżeli jesteś: mięsożercą, wegetarianinem, lubisz słodkie, ostre i ogólnie lubisz jeść- Meksyk to kraj dla Ciebie!

Podążaj Jacek:

już po 30, przed wyprawą życia, mąż

Zostaw komentarz