Dokonało się!

wpis w: Żarcie, Życie | 3

 

Ten rok jest dla nas czasem sporych zmian. Tych dobrych, na które się czeka 🙂 Zanim jednak udało nam się dotrwać do tego punktu, w którym obecnie się znajdujemy, musieliśmy nieźle się nagibać, choć nie odmawialiśmy sobie jednocześnie przyjemnostek. Zwłaszcza druga połowa roku kosztowała nas wiele punktów many. W związku z wyjazdem chcieliśmy i musieliśmy zrealizować parę, jak je nazwaliśmy “projektów”. Żeby nie oszaleć, o niczym nie zapomnieć i jeszcze zrobić to dobrze, musieliśmy stworzyć sporo list, z których wykreślanie kolejnych pozycji było niewątpliwą przyjemnością 🙂 O tym, czym musieliśmy się zająć, żeby udać się w podróż, rozpiszę co nieco poniżej.

 

Projekt: praca

Ostatnie miesiące w robocie były mocno intensywne. Będzie luzik, mówili, ostatnie dni to plaża, mówili.. nic z tego! Z chęci zakończenia i pożegnania się w godziwy sposób, dosyć mocno oboje zaangażowaliśmy się w nasze ostatnie zadania. Jacek od lipca 2017 wróci do swojej dotychczasowej roboty, ja musiałam się pożegnać, więc chciałam jak najwięcej rzeczy domknąć niż przekazać. Było dużo i duuuuużo, ale satysfakcjonująco, sentymentalnie i.. wzruszająco. Żal zostawiać taki fajny zespół, ale muszę się nim podzielić, żeby inni mogli sami się przekonać jak dobrze może się pracować 🙂 Pozdro Pearson IOKI!

Dziękuję Wam za niespodziankę, świetny catering (:D), a przede wszystkim za wyborne towarzystwo, energię oraz wszystkie uściski..

 

Projekt: zróbcie to, na co mieliście zawsze ochotę

Choć, jak wiadomo, zaraz wracamy to postawiliśmy sobie jako punkt honoru, żeby w trakcie ostatnich paru tygodni, zrobić jeszcze to, na co dotychczas zawsze mieliśmy ochotę, a nie składało się, albo zawsze przecież był na to czas. I tak udało się wyskoczyć na koncert Glenn Miller Orchestra – z tym mieliśmy sporo szczęścia, bo nieczęsto do Poznania wpada w odwiedziny nowojorska orkiestra 😉

 

 

Był też i Dziadek do orzechów w operze, na którego dorwać bilet graniczy z cudem. Tej zimy odnieśliśmy pełen sukces! Razem z setką dzieci mieliśmy przyjemność (zdaje się, że ja większą niż Jacek) zasiąść na widowni i spełnić kolejną naszą zachciankę 🙂

 

 

O tym, że żarcie jest dla nas ważne podkreślamy cały czas 🙂 Tak więc zgodnie z obietnicą Jacek wziął mnie do dobrej poznańskiej knajpy, żeby sprawdzić czy faktycznie jest tak pyszna, jak mówią. Przy okazji miałam po raz pierwszy szansę spróbować jak smakują regionalne ślepe ryby. Było mniam, choć nie wszystkie dodatki w głównym daniu rozumiem 😉 Deser – pięknie wyglądał i świetnie smakował. Wróciłabym po taki znowu!

 

 

Projekt: wyprowadzka

Do tego zaczynamy się już powoli przyzwyczajać i to wcale nie jest dobre 😉 Serio. Wychodzi na to, że co najmniej raz na rok przeprowadzamy się. Do tego stopnia, że każdorazowo zatrzymujemy pianki i folię bąbelkową, bo przecież zaraz może się przydać! Zaczęliśmy stopniowo wywozić nasze rzeczy do domów rodzinnych. Zimą letnich sukienek nie planowałam nosić – jadą więc do Czajkowa. W ten sposób trochę ograniczyliśmy ilość roboty w przeprowadzkowy weekend, ale nie da się ukryć, że pakowania, dygania kartonów i ilości zużytej folii streczowej nie da się zliczyć 🙂 Dzięki pomocy szwagra (dzięki Adam!) udało się sensownie i zwinnie nas wyprowadzić. Jesteśmy w tym coraz lepsi. Ja tam cały czas mówię, że mamy spory potencjał do założenia jakiejś firmy. Potrafimy ogarniać – serio! 😉

 

 

Projekt: ślub

Tak, jesteśmy już małżeństwem na 100 %. Jestem panią Kurasz. Gold na palcu błyszczy no i jakby odwrotu nie ma 😉

Poza tym, że ślub wziąć chcieliśmy, to jeszcze musieliśmy go zorganizować. Trochę doświadczenia w robieniu imprez mam, więc co nieco wiedziałam, a trochę się domyślałam. W przygotowaniach pomogło na pewno też to, że nie jestem typem szalonej panny młodej, dlatego podeszłam do tego dosyć zadaniowo. Było więc tak, jak oboje sobie zaplanowaliśmy – super goście, dobre jedzenie, fajowski wystrój i mnóstwo tańców. Pobiłam też swój rekord w noszeniu szpilek – 12 cm przez 10 godzin skończyło sie prawie moim kalectwem, ale w takiej sytuacji nie można odpuścić 🙂 Ale co najważniejsze, jako zakochane małżeństwo jedziemy trochę podbić świat!

 

Projekt: wyjazd

Ten zaczyna się właśnie tutaj.

 

 

Podążaj Małgosia:

Lubię, gdy jest wietrznie, jeść owoce zerwane prosto z drzewa, zapach żniw, ludzi i pasikoniki. Nie lubię żółtego sera.

Ostatnie wpisy

3 Odpowiedzi

  1. No to się wreszcie zacznie jazda 🙂
    3m-cie się 😉

  2. już teraz jesteście blogiem nr 1 na mojej liście, więc nie ma zlituj się! Wpisy mają być często i z dużą ilością zdjęć, wakacje wakacjami, ale czytelnicy czekają na powiew lata w środku zimy 😉 powodzenia!

    • Dzięki Jola, na Ciebie zawsze można liczyć! 🙂 jeśli internet pozwoli, będziemy pisać na bieżąco 🙂
      Przesyłamy trochę ciepła z Meridy!

Zostaw komentarz