Co by tu zjeść na Kubie?

wpis w: Kuba, Żarcie | 1

No to zaczynamy temat bliski naszemu sercu, a już szczególnie żołądkowi: jedzenie! Jadąc na Kubę spodziewaliśmy się boomu tropikalnych owoców, świeżych warzyw (w końcu to wyspa gdzie cały czas jest ciepło i słońce). A oto jak było naprawdę.

Jak wiecie z wcześniejszych postów na Kubie są dwie waluty (CUC dla turystów, CUP dla tubylców). Jak mocno różni się kurs pomiędzy tymi walutami (1:25), tak mocno różni się jedzenie, które możemy za nie kupić (nie zawsze tańsze znaczy gorsze, jest wyjątek, ale o tym później).

Zaczniemy do porannej kawy z ciastkiem. Dwa pierwsze górne zdjęcia to wersja dla lokalsów: Ciasto na wagę, mega kremiaste, jakoś nie spróbowaliśmy 😛 ogólnie mało było piekarni z ciastami dla tubyclów na Kubie, z wyjątkiem punktów z tortami przelanymi kremami… jakby fala kremu spłynęła na nie. Kawa espresso za 0,15 PLN. Dobra, mocna + „urocze” filiżanki (zgadnijcie kto je tak nazwał). Niższy wiersz zdjęć to wersja kawy dla turystów. Już w pierwszy dzień znaleźliśmy to miejsce. Przy głównym placów, gdzie głównie przebywali emeryci z Kanady (jest tu ich dużo, taki sposób na przeczekania zimy w Kanadzie… no w końcu czemu nie, kto bogatemu zabroni ;P). Wracając do ciach i kawy. Kawa cappucciono [edit by Małgosia: haha, nie mogłam tego zredagować, po prostu nie mogłam :D] przeciętna, ciasta troszkę dla mnie za suche, ogólnie przeciętne. Głównie wypieki kusiły nazwą, np. Seniorita.

Jako, że na początku nie czuliśmy się zbyt pewni w lokalnym jedzeniu,  udaliśmy się do knajpy dla turystów zlokalizowanej w części turystycznej Hawany. Lokal wyglądał dobrze, a duża liczba gości świadczyła o tym, że dają tu dobrze jeść (danie poniżej).

Po zaczerpnięciu wiedzy u Norweżki, do której się dosiedliśmy, Gosia zamówiła klasyczną potrawę na Kubie, czyli luzowany kurczak, ryż z czarną fasolą, kawałek fasoli gotowanej plus chipsy z ziemniaków. Potrawa była smaczna (szczególnie po 24 godzinach żywienia się jedzeniem w samolocie + kanapki z Polski). Szczególnie zasmakował nam kurczak. Ogólnie potrawa dobra, ale hitem dla nas było Mojto Gosi (ja zamówiłem Cuba libre – i może tyle o nim, bo niczym się nie wyróżniło). Było bardzo dobre, idealna proporcja alkoholu i kawałek trzciny cukrowej do zamieszania! Ale nie na tym koniec… ku naszemu zaskoczeniu przed lokalem było dużo młodzieży, która robiła nam zdjęcia (no wiemy młodzi, ładni, ale tak od razu?!), Jednak to nie my byliśmy ich celem, tylko wielki czarny raper (dwa zdjęcia po lewej). Jak się dowiedzieliśmy od kelnerki, tamtejsza największa gwiazda hip-popu przyjechała się najeść z ekipą z Puerto Rico (ktoś go zna?!).

Drugi raz jedliśmy w knajpie dla turystów w Trinidadzie. Przechadzaliśmy się uliczkami miasta i Gosia zauważyła kolejkę do restauracji i padło „tu musi być dobre jedzenie, musimy tu wrócić”, czyli wg zasady gdzie ludzie tam jest dobrze. I było bardzo dobrze! Makaron neapolitański był chyba najlepszym co jadłem na Kubie (Włoska kuchnia i tu wygrywa?). Zielone banany w panierce były fajną ciekawostką, natomiast ryż to jedyne co byśmy wymienili z zmówienia (takie nie wiadomo co, bez smaku, suche).

Ostatni posiłek dla turystów jaki jedliśmy był w Viñales. Biedniejsza wersja tego, co w Hawanie, ale za to tańsza (dolna fota). Tu też pierwszy raz jedliśmy Ropa vieja (potrawa popularna w kuchni kubańskiej), czyli posikane [edit by Małgosia: to już na pewno zostawiam bez korekty :D] mięso wołowe z warzywami ryżem lub pieczywem. Małgosi obiad smakował, mój był ogólnie przeciętny, ale sycący.

No czas na street food. To, co udało nam się spróbować na ulicach Kuby.

Zaczynimy od tego, że jest to przede wszystkim tłuszcz plus jedzenie (dokładnie taka kolejność). Każda potrawa przez nas kupiona była tłuuuusta. Często podawana w kawałku papieru już na początku przesiąkniętego tłuszczem. I tak oto pizza za przysłowiowego dolara (35 CUP= 5 zł) ociekała tłuszczem, ale była tanim i szybkim sposobem na najedzenie się.

Inne przykłady jedzenia zakupionego na ulicy: takie coś z kukurydzy, smażone na głębokim tłuszczu, czy też szaszłyk wieprzowy z ananasem. Obie rzeczy w miarę smaczne i tanie.

Bardzo popularne na Kubie są cafeterie, które sprzedają kawę i kanapki. Jako, że był to jeden ze sposobów na tanie śniadanie, codziennie rano zakupowaliśmy kanapki. Ze względów na nieznane pochodzenie szynki (jej wygląd nie przekonywał), zawsze była to kanapka z jajkiem (no i z tłuszczem oczywiście; pierwsze zdjęcie). Dolne zdjęcie pokazuje obiad jaki mogą zakupić mieszkańcy Hawany za 40 CUP (7 zł). Obiad nie najgorszy, ale ze względu na lokal („czystość” w miejscach, gdzie jedzą Kubańczycy to słowo nie za dobrze im znane) tylko raz podjęliśmy się takiego obiadu.

Z innego jedzenie na ulicy próbowaliśmy czegoś takiego (fota poniżej), było to coś jak by mielona masa kukurydziano-ziemniaczana, smażona na tłuszczu – moja mina mówi jak smakował ten przysmak, ale muszę przyznać, że zamówiłem go jeszcze innego dnia.

Na Kubie zawsze jest ciepło (tak mówią) a co za tym idzie, trzeba się schłodzić lodami. Próbowaliśmy 3 razy lodów na Kubie. W podobno słynnej Coppeli (kręcono tu film nominowany do Oscara i takie tam, zdjęcie dolne z lewej) – lody drogie i takie se. Drugi raz od pani na ulicy z wózka (zdjęcie prawe górne), lody podobne co poprzednie, ale tańsze. No i lody w Viñales. Po całodniowym spacerze znaleźliśmy lody dla lokalsów. Były o smaku truskawkowym, kosztowały 17 groszy i były NAJLEPSZE. Może wynikało to z faktu, że byliśmy zmęczeni wędrówką i spragnieni, ale to one były najlepsze jakie jedliśmy (ja zjadłem dwa , Gosia trzy ;p)

Oprócz lodów schładzaliśmy się napojami. Tubylcy kupują je we wcześniej wspomnianych cafeteriach. Soki, te są zimne, bardzo słodkie, gęste, tanie (2 CUP) i z przeróżnych owoców (limonka, ananas i to coś różowego; górna część zdjęcia). Turysta, może oczywiście kupić drink, który wygląda bardziej okazale (zdjęcie dolne w lewym rogu).

Jako, że Kuba to kraj karaibski, banany są wszędzie. Oczywiście za każdym razem turystom stara się sprzedać banany w cenie wyższej niż w Polsce, ale w końcu udało się je dorwać po w miarę rozsądnej cenie. Fota poniżej małe banany (bardzo słodkie!) oraz chipsy z bananów (Gosi bardzo posmakowały,  dla mnie ok)

 

Podsumowując. Jedzenie na Kubie nie jest bardzo urozmaicone. Jeżeli chcesz tanio zjeść musisz przygotować się na dużą dawkę tłuszczu i jedzenie na ulicy lub w niezbyt schludnych miejscach. Jedzenie dla turystów jest o wiele bogatsze w składniki (są tam warzywa!) ale i znacznie droższe.

Podążaj Jacek:

już po 30, przed wyprawą życia, mąż

Jedna odpowiedź

  1. Mi Varsovia Mi Cuba

    Z moich obserwacji, jeśli chodzi o jedzenie:
    – po jedzeniu w restauracji jest się dużo łatwiej pochorowac niż po jedzeniu an ulicy :). Knajpy dla turystów, szczególnie te w Havana Vieja omijać szerokim łukiem (ogólnie Havana Vieja omijać , jeśli się da 😉 . Ja za pizze na ulicy płace 5-15 CUP(czyli max 50 groszy). Można tez znaleźć miejsca z jedzeniem za CUP. Wtedy taka ropa vieja z dodatkami kosztuje ze 3 zł 🙂
    – w Copelli trzeba iść do strefy dla lokalesów , gdzie się płaci w CUP i za wielki 5cio kulkowy deser zapłacimy 5CUP czyli niecałą złotówkę
    – to coś różowego to guajwa, pychotka 🙂
    – na Kubie sa pyszne ryby i langusty (choć chyba bardziej na wschodzie kraju) i tanie w dodatku

Zostaw komentarz