Gdzieś nad Grenlandią…

wpis w: Trasa | 0

No to lecimy… piszę ten post będąc gdzieś nad Grenlandią (samolot z Moskwy na Kubę leci nad krajami Łotwa – Norwegia – Islandia – Grenlandia Nowy York – Miami – Kuba; tak przynajmniej pokazuję mapa jaka nam się pokazuję w samolocie A330 ;D). Gosia obok śpi. Ale od początku… jak przebiegała nasza pierwsza podróż transkontynentalna.

Etap 1. Polska, pożegnanie

Tak naprawdę dwa dni po naszym ślubie (trzeba było odpocząć, byliśmy zmachani jak nigdy, ale bardzo zadowoleni) zaczęliśmy przygotowywać się do wyjazdu i powoli żegnać się z rodziną i najbliższymi (mi. in. nieoficjalna parapetówka u Państwa Krux). Choć niby mieliśmy 7 dni na przygotowania do wylotu to ten czas uciekł nam bardzo szybko. Suma sumarum spakowaliśmy się jakoś (najważniejsze mamy dokumenty i kasę, resztę zobaczymy :)) i w drogę!

Etap 2. Lotnisko Chopina Warszawa

Na lotnisku Chopina w Warszawie (skąd startowaliśmy) byliśmy 5 godzin przed odlotem. Spytacie dlaczego tak szybko.. bo trzeba być 3 godziny przed odlotem i zrobiliśmy sobie buffor bezpieczeństwa jakby coś w drodze z Czajkowa do Warszawy nie wyszło… ale jako, że wszystko wyszło (nie było korków, wypadków itp a i don Pedro Sztywny jechał jak rasowy szofer) to sobie posiedzieliśmy na lotnisku. Przez 5 godzin udało nam się poznać lotnisko od każdej strony. Ciekawostka: w dzień naszego wylotu był największy smog w Warszawie od wielu lat… przypadek, nie sądze. Dodatkowo dowiedzieliśmy się, że na lotnisku w Moskwie, gdzie mieliśmy przesiadkę (7 godzin na lotnisku pomiędzy 23:55 a 7:50) jest -28 stopni Celsjusza ;D

Etap 3. lot Warszawa – Moskwa

Lot ten trwał niecałe dwie godziny… byliśmy już bardzo zmęczeni więc plan był prosty: zasnąć jak najszybciej. Wsiedliśmy dostaliśmy kanapkę, sok i tyle… rosyjskie linie lotnicze nie zaoferowały nam strzała wódki, piwa wina… żadnego alkoholu, a troszkę myślałem, że tak koledzy moskale nasz przywitają 😀 i w sen..

Etap 4 Lot na Kubę

Do samolotu wsiedliśmy planowo. Jako, że jest to lot kontynentalny to jest to trzyrzędowy Airbus A330. My siedzimy w środkowym rzędzie. Dostaliśmy kocyk, kapcie, poduszkę na dzień dobry 🙂 Mimo miłej niespodzianki na lotnisku w Moskwie (materace i kocyk) dalej czuliśmy zmęczenie podróżą więc plan był identyczny co w locie do Moskwy: wsiąść i zasnąć. I tak było.. ja nawet nie pamiętam jak zasnąłem… Gosia chyba też.

Moje dotychczasowe spostrzeżenia z lotu:

-niebo nad Grenlandią wygląda obłędnie, udało mi się podsiąść jakiegoś gringo na minutę i strzelić fotę

-jedzenie:

pierwszy posiłek: no wiec tak, jesteśmy po pierwszy posiłku i ziemnaiki były kostką lodu, kurczak bez smaku, brakowało soli, ciastko ok (foty).. ogólnie dobrze, że było ciepłe i na dzień dobry bo już głodni byliśmy, i że soki to soki a nie napój, ale to tyle plusów, może drugie danie będzie lepsze…

drugi posiłek: no więc taki sam chlebek +pseudo sałatka grecka (Gosia po składnikach poznała, że o to chyba chodziło) no i kurczak z ryżem (nawet nawet jak na te warunki a może już byłem bardzo głodny) no i ciastko na deserek (nie powiem było przyjemne)

-linia lotnicza Aeroflot na wszystkich połączeniach międzykontynentalnych daje możliwości wypicia wina w czasie podróży, oczywiście z wyjątkiem połączenia Moskwa – Hawana. Czyli plan aby złoić się w czasie lotu i całego go przespać znów nie wyszedł…

-siedzenie przed przed de mną siedzi dyrygent azjata; cały czas ogląda swoje zdjęcia na telefonie i się ciszy… przez bite dwie godziny?! – a to taka anegdotka na koniec 😀

 

I tyle z wrażeń co do lotu na Kube.

p.s już zaraz kolejne posty (m.in. o tym co lubi każdy mężczyzna)

 

Podążaj Jacek:

już po 30, przed wyprawą życia, mąż

Zostaw komentarz