Kuba. Praktycznie zaobserwowane.

wpis w: Gdzie byliśmy, Kuba, Podróże | 8

Na Kubie nie spędziliśmy zbyt wiele czasu, ale według nas wystarczająco by móc podzielić się naszymi obserwacjami i praktycznymi wskazówkami, które powinny niejednej planującej wyjazd osobie pomóc odnaleźć się w kubańskim środowisku.

W zasadzie po wylocie z Kuby odczuliśmy ulgę. Nie spodziewałam się, że właśnie takie będą nasze wrażenia, ale co tu dużo mówić: trudno jest być turystą na Kubie. Sporo jest utrudnień, trzeba być cały czas czujnym i mieć oczy dookoła głowy, mało kto mówi po angielsku (przy czym nie oczekujemy elaboratów, tylko znajomości liczb i np. nazw owoców). Jest dosyć drogo i trzeba się godzić na te rozwiązania, które oferuje turystom usługodawca, a za które oczywiście trzeba każdorazowo niemało zapłacić. Sklepy świecą pustkami, więc ciężko mówić o spełnianiu zachcianek na czekoladę. W zasadzie w ogóle ciężko ją tam dostać, mimo że kakaowce rosną na Kubie.

Nikt na stronach i przewodnikach po Kubie nie potrafił jej jednoznacznie określić i my również tego nie zrobimy. To miejsce chaotyczne, irytujące, męczące ale jednocześnie nieoczywiste, interesujące i zaskakujące. Poniżej dzielimy się paroma punktami, które być może ułatwią zaplanować wyjazd i zrozumieć kubańską rzeczywistość tym, którzy planują Kubę odwiedzić.

 

1. Problem z wymianą walut na lokalną to mit.

Przed przyjazdem na Kubę czytaliśmy co nieco o wymianie walut. Według opisów mieliśmy się spodziewać takiej sytuacji: oficjalnie turysta może dokonać wymiany euro lub dolarów tylko na walutę dla turystów (CUC) w kantorach; bankomaty rzadko spotykane, jeżeli chce się nabyć lokalną walutę należy pokombinować i dogadać się na ulicy z lokalsami. A co pokazała rzeczywistość? Otóż w kantorach (na Kubie noszą one nazwę Cadeca i znajdują się w każdym turystycznym mieście, w samej Hawanie widzieliśmy ze 4) można bez problemu dokonać wymiany walut zarówno na CUC jak i na CUP (waluta jaką posługują się tubylcy; przy wymianie walut zawsze miej paszport). Wszystkie kantory należą do państwa i mają jeden kurs (nie ma co biegać pomiędzy kantorami w poszukiwaniu lepszego kursu). Przed wejściem do kantoru zawsze jest ochroniarz i długa kolejka turystów (rekord padł w Vinales: kolejka na 25 osób, bo jedyny na miejscu kasjer liczył 10 razy pieniądze zanim je wymienił, co skutkowało obsługą jednego klienta przez 20 minut :/). Bankomatów faktycznie nie było za dużo (przeważnie przy Cadecach), ale działają (raz musieliśmy skorzystać z bankomatu, koszt wypłacenia gotówki w bankomacie, w naszym przypadku wyniósł 12 zł). A co do wymiany walut na ulicy? Próbowaliśmy na początku (nie wiedzieliśmy, że można legalnie nabyć lokalną walutę (CUP) w kantorze). Udało się (za 3 podejściem do okienka sklepu), ale wyszliśmy na tym nie za bardzo korzystnie. Zamiast przelicznika 1 CUC = 25 CUP, dostaliśmy przelicznik 1 CUC= 12 CUP. Wniosek: wymiana walut tylko w kantorach (Cadecach). Jest to proste, dostępne, legalne, ale trzeba się uzbroić w cierpliwość.

Szerzej o walutach, cenach i negocjacjach poczytacie w kolejnym wpisie.

 

2. Planowanie podróży na Kubie – zawsze miej jeden dzień dodatkowo na przejazd.

Z kupowaniem biletów na przejazdy nie jest zbyt ciekawie. W zasadzie jedyną oferowaną turystom opcją przejazdu z punktu A do punktu B jest państwowa linia autobusowa Viazul. Autobusy mają połączenia z większością ważniejszych i ciekawszych miejsc na Kubie, znajdziemy nawet parę połączeń dziennie do miejsc mniej oddalonych od punktu odjazdu, ALE. No właśnie.. my się nacięliśmy i z każdym, z kim rozmawialiśmy potem spieszyliśmy podzielić się dobrą radą. Biletów rzecz jasna jest ograniczona pula, dlatego jeżeli masz mniej więcej zaplanowany pobyt na Kubie i chcesz korzystać z usług Viazul trzeba zakupić bilety ze sporym wyprzedzeniem. My chcieliśmy kupić bilety 24h wcześniej i były już wyprzedane do dwóch dni wprzód. Przez to nasze plany musiały ulec modyfikacjom i jakby byliśmy przez to o jeden dzień w plecy. Wszystkie autobusy jadące do miejsc, do których zamierzaliśmy się dostać były już pełne, także zostaliśmy „obdarowani” kolejnym dniem w Hawanie. Co rekomendujemy to na pewno zakupić bilety z wyprzedzeniem kilkudniowym.

Bilety autobusowe Viazul nie są tanie i ogólnie transport na Kubie do najtańszych nie należy. Przykładowo bilet na trasie Viniales – Trinidad (350 km) to koszt 37 CUC, co daje ok. 155 zł. Dodatkowo ze względu na słabą jakość dróg busy jadą naprawdę żółwim tempem i pokonanie 250 km zajmuje od 7 do 8 godzin.. Podróż zajmuje więc cały dzień, bo na nocne połączenie nie ma co liczyć. Może to i lepiej, bo autostrady nie są oświetlone, a kierowcy jeżdżą jak oszaleli 😉 Komfort jest ok, choć autobus lepiej wygląda z zewnątrz niż w środku. Zastaniemy więc pozapadane fotele i zepsutą klimatyzację, przez co wewnątrz naprawdę poczujemy trochę zimy w środku lata, ale generalnie jest spoko.

Załączam rozkład jazdy plus cennik. Zdjęcie zrobione zostało w styczniu 2017 r., więc nie gwarantuję, że taki sam rozkład i ceny będą obowiązywać w przyszłości.


3. Taxi colectivo.

Alternatywną opcją dla Viazul, ale droższą są taxi colectivos. Idea w zasadzie prosta: taksówkarz woła i zbiera do taksówki do 9 osób, które jadą w jedną stronę. W ten sposób można obejść problemy z zakupem biletów na Viazul, ale wyda się przy okazji więcej pieniędzy. Taxi colectivos jadą nieco szybciej, ale komfort jazdy nie jest na zbyt dobrym poziomie. Taksówkarz nagania do taksówki maksymalną ilość ludzi plus ich bagaże. Gdyby mógł posadziłby sobie jeszcze kogoś na kolanach 😉

 

4. Nie ma nic za darmo.

Niestety, taka prawda. Na Kubie generalnie panuje biedota, wobec czego Kubańczycy szukają możliwości zarobienia pieniędzy w każdej sytuacji. Dlatego jeśli myślisz, że zapytują cię przyjaźnie, to tak naprawdę już pracują na to, żeby co nieco do budżetu domowego dołożyć. Sympatyczna rozmowa o zabytkach i ciekawych miejscach Hawany może więc skończyć się wcześniej niezaplanowanym zakupem 25 cygar i chudszym portfelem. Trochę to rozumiem, taką mają sytuację, sami szukają jakiegoś wyjścia, ale jak to Jacek powiedział: można żyć skromnie, ale uczciwie. No i weź się tu nie zgódź.

 

5. Brak sklepów.

Może inaczej: sklepy są, ale nic w nich nie ma. Dosłownie. Jedynie co można zakupić to rum i parę paczek makaronu. Już teraz mogę bez wahania powiedzieć, że za komuny nic nie stało na półkach i będę wiedzieć o czym mówię 😉 Raz znaleźliśmy większy market, ale wiele więcej niż powyżej nie udało się kupić. Dodatkowo trzeba pamiętać, żeby zabrać ze sobą paragon. Ochrona sklepu każdorazowo sprawdza klienta przy wyjściu, czy zawartość toreb zgadza się z listą zakupów na paragonie.

W różnych zakątkach miast są dostępne tzw. mercados, czyli mniejsze bądź większe targowiska, na których można zaopatrzyć się w różne produkty. Stoi więc stragan z mięsem rzuconym na ceratę (przy notorycznym 30 stopniowym upale), warzywa, owoce, śrubki, baterie, jakiś tam kabelek i znowu smażone rogaliki z dżemem itp. Tutaj posłużymy się CUPami, ale tabliczek z cenami jak nie było tak nie ma, więc trzeba uważać ile za przysłowiowego ananasa sprzedawca zawoła. Nie zawsze jednak uda się trafić na mercado, dlatego wtedy trzeba trochę bardziej kombinować. Nam najbardziej na Kubie brakowało nabiału. W zasadzie nie udało nam się przez cały pobyt kupić żadnego sera albo jogurtu.

 

6. Casa particulares.

W skrócie mówiąc prywatne kwatery, które przystosowane są dla gości. W zasadzie to najwygodniejsza i najtańsza forma noclegu na Kubie. Są dostępne w każdej większej/mniejszej miejscowości i nie ma żadnego problemu ze znalezieniem wolnego pokoju. Nie ma też potrzeby robić wcześniej rezerwacji (poza tą, która konieczna jest do okazania przy odprawie na kubańskim lotnisku). Wybór jest spory, a jeśli casa, do której się odezwiesz jest obecnie zapełniona, gospodarz chętnie zaprowadzi cię do sąsiada, który podobnie wynajmuje pokoje. Koszt casa particulares jest mocno zróżnicowany i należy się targować. Pierwsza cena jest zwykle mocno zawyżona. Nam udawało się schodzić z ceny nawet dwukrotnie. Średnio za łóżko płaciliśmy 8 CUC, przy czym raz to był pokój 4-osobowy, a kolejnym razem małżeńskie łóżko z osobą łazienką 🙂

Casa particulares często oferują pełne wyżywienie. Czasem śniadanie jest już wliczone w cenę wynajmu pokoju, częściej trzeba za nie dodatkowo zapłacić. Śniadanie w casa particulares to koszt mniej więcej 3 CUC.

Gospodarze casa partuculares bardzo chętnie pomagają odnaleźć noclegi w innych miejscowościach. Dysponują książeczką z masą kontaktów do kwater w innych miastach potrafiących być na dwóch skrajnych wybrzeżach Kuby. W sytuacji jeśli chcesz sobie jednak zarezerwować nocleg na kolejne dni w innym miejscu, twój host powinien bez problemu ci pomóc. Zaraz wyciągnie telefon, przedzwoni i rezerwacja gotowa. To jest fajne 🙂

 

7. Zawsze sprawdzaj ile wydano ci reszty.

Nie wiem czy to znowu kwestia lekkiego kręcenia czy też nie (choć właśnie w taki sposób nas ostrzegano), ale Kubańczykom często „przypadkowo” zdarza się źle policzyć pieniądze i wydać nie taką resztę jaka powinna być. Zwykle wydają za mało. Trzeba więc zawsze przeliczyć otrzymane pieniądze i nie ulegać szybkiemu tempu obsługi, tylko zrobić swoje. Problem z wydawaniem reszty dotyczy, poza nieprawidłowym liczeniem, również kwestii podwójnej waluty. Znaczy to, że jeśli zapłacisz w CUCach, może zdarzyć się, że Kubańczyk wyda ci w CUPach, co w efekcie wyjdzie baaaardzo niekorzystnie. Pamiętajmy, że jest to przelicznik 1:25.

 

8. Kubańczycy mają problem z określaniem dystansu.

Dla Kubańczyka zawsze jest daleko albo bardzo daleko. Pewnie ze względu na to we wszystkich większych miejscowościach pełno jest riksz, które wożą pasażerów z jednej strony ulicy na drugą. Pytając o odległość do dworca, zawsze dostaniemy odpowiedź: uuuuu, daleko. To będzie 5 km. Co oczywiście kończy się dla nas 10-minutowym spacerkiem, bo dworzec jest tuż za skrzyżowaniem. W tej sytuacji co polecamy, to polegać mimo wszystko na sobie, a Kubańczyka zapytać jedynie o kierunek 😉

 

9. Jedzenie.

Smażone. Smażone na głębokim oleju, smażone na patelni, smażone w oleju sprzed 16 dni, smażone we frytkownicy, smażone w starym garze, bardzo smażone, wyłącznie smażone, smażoność. Będzie więcej o kubańskim żarciu.

 

10. Jak ci mowią, że się nie da, to się da, ale w inny sposób.

Zawsze spytaj dwie osoby, albo obróć głowę dookoła i zrób dwa kroki w każdą stronę. Zgodnie z obserwacją, że Kubańczyk zawsze szuka pretekstu do zarobku, będzie sugerował, że musisz polegać na usłudze, którą najpewniej on oferuje no i za którą musisz zapłacić. Jeśli nie chcesz płacić lub przepłacać, poczekaj chwilę i poobserwuj. Najpewniej uda się znaleźć inne rozwiązanie. Dobrze jest podpytywać też innych turystów w razie wątpliwości (np. w hostelach czy casa particulares). Często to dobre źródło wiedzy 🙂

Podoba rzecz dotyczy cen. Jak tubylec mówi, że ma najtańszą ofertę to znaczy, że jest w pobliżu opcja tańsza. Cały czas należy być czujnym jeśli chodzi o kwestię cen produktów czy usług. Nam się niejednokrotnie zdarzyło spotkać takie rozjazdy w cenach, że głowa mała.

 

11. Internet? Jaki internet?

Na Kubie nie ma generalnie dostępu do internetu. Jest to raczej dobro luksusowe, za które należy zapłacić. Wtedy mamy możliwość dostępu np. na 15 minut. Wówczas za tę zachciankę zapłacimy 10 CUC (?!). Nawet jeśli ktoś pokusi się o nocleg w lepszym hotelu, takim który nieosaczony jest przez watahy dzikich psów, to internet i tak nie jest wliczony w cenę wynajmu pokoju. Kubańczycy starają się obejść te internetowe ograniczenia i negocjują z hotelami. Te za pośrednictwem ulicznego sprzedawcy oferują sprzedaż hasła do internetu. Wtedy główne place miasta są zapełnione młodymi ludźmi ze smartfonami. W sumie dosyć niebywałe.

 

12. Robert Lewandowski.

Choć oboje nie jesteśmy fanami piłki nożnej (Jacek bardziej, kiedy w grę wchodzą poważniejsze rozgrywki), to na hasło: Robert Lewandowski wszyscy się budzą. Jeśli Kubańczyk nie do końca wie albo jest przekonany, gdzie leży Polska, albo czym/kim jest Poland, nazwisko naszego piłkarza wyjaśnia wszelkie wątpliwości. No i gadka się od razu zaczyna kleić 😉 Polecamy stosować ten zabieg w sytuacjach kryzysowych.

 

Mimo wielu wątpliwości w ocenie powiedzieć należy, że Kuba jest wyjątkowym miejscem, ale jak wszyscy, których spotykaliśmy mówią: one time is enough 😉

Podążaj Małgosia:

Lubię, gdy jest wietrznie, jeść owoce zerwane prosto z drzewa, zapach żniw, ludzi i pasikoniki. Nie lubię żółtego sera.

Ostatnie wpisy

8 Odpowiedzi

  1. cześć! fajny wpis, tym bardziej, że planuję wyjazd na Kubę 🙂 powiedzcie, zbiorowe taxi wg Was są droższe niż transport Viazulem? słyszałem od koleżanki, która była przez cały październik, że podróżując kupą (a tak planujemy – ok. 6-8 osób) ma się niesamowitą siłę przebicia na taxi collectivo i niemal zawsze da się wynegocjować spoko stawki. kolejna rzecz: faktycznie 9 osób wejdzie do jednego auta czy tak Wam się napisało? i ostatnie: rozumiem, że ten zielony pojazd na zdjęciu to jakieś taxi oficjalne? są też nieoficjalne? kierowców można spotkać przy dworcach transportowych czy u prywaciarzy z casa particulares też się przejaździk załatwi? z góry dzięki za odpowiedzi 🙂

    • Hej Krzysiek 🙂 z naszego doświadczenia taxi colectivo zawsze wypadało drożej, ale targowaliśmy się za dwójkę. Przykładowo za trasę z Hawany do Vinales taxi colectivo chciało za osobę 25 CUC, a cena Viazul to 12 CUC, więc spora przebitka. Jak pojedzie Was grupa 8-9 osób, to z pewnością uda Wam się lepszą stawkę wynegocjować. Faktycznie samochód zabiera 9 osób 😀 Wewnątrz takiego colectivo są trzy kanapy – jedna na tyle 3-osobowa, kolejna i następna z przodu z kierowcą, przy czym może zdarzyć się tak, że jak trasa będzie długa to kierowca będzie chciał zabrać swojego pomocnika do colectivo, więc wtedy jedno miejsce dla pasażera odpada. Bagaże idą na dach. Oczywiście są różne taksówki. Taką zieloną jak ze zdjęcia i my jechaliśmy (to jest ta 9-osobowa), ale są mniejsze – zwykłe sedany i nie jest to oficjalne taxi, ale typowe colectivo. Kierowców tak, jak wspomniałeś, można spotkać przy dworcach. Jest ich masa, więc na pewno znajdziesz plus sami wołają i zagadują. My właśnie w takim miejscu swoje znaleźliśmy, ale kontakty na Kubie są szerokie więc najpewniej uda Ci się też transport znaleźć w casa particulares 🙂

    • Mi Varsovia Mi Cuba

      Hej, ja jeżdżę na Kubę średnio raz w roku (czyli ostatnie zdanie wpisu mnie nie dotyczy 🙂 ) , najczęściej we 2 osoby i taxi colectivo nigdy raczej nie wypada drożej niż Viazul (na ogół podobna cena lub taniej). Przy większej grupie myślę,ze możecie utargować dużo tańszą cenę :). Tylko też uważajcie ,żeby nie przegiąć-jeśli wytargujecie bardzo niską cenę a kierowca w międzyczasie znajdzie kogoś kto da więcej to po prostu nie przyjedzie 😉

    • Mi Varsovia Mi Cuba

      aaa i jeszcze jedno, colectivos sa bardzo rożne, my jechaliśmy zarówno samochodem podobnym do tego ze zdjęcia, jak i luksusową limuzyna Kia z klima i wszystkimi bajerami 🙂

  2. pkt. 9 Jedzenie – toż to jest to samo co w naszym Eureście stołówkowym 🙂

Zostaw komentarz