Wyspy Uros i Smutne Panie.

wpis w: Gdzie byliśmy, Peru | 0
Pamiętam jak kiedyś oglądałam w telewizji program Cejrowskiego. Akurat w tym odcinku był w Peru i płynął wzdłuż jeziora Titicaca na zamieszkane przez lokalną ludność wyspy, które samodzielnie wykonali. Zastanawiałam się wtedy, jak ten Cejrowski znalazł to miejsce i w jaki sposób tam dotarł.

Najpierw musiał przecież odnaleźć taką społeczność, potem pewnie pertraktować i prosić o pozwolenie, żeby wejść na wyspy i to jeszcze z całą telewizyjną ekipą. Wydawało mi się to wtedy niemożliwe. No i całkiem niedawno przekonaliśmy się sami jak to mogło być 🙂

Wyspy Uros dryfują na najwyżej na świecie położonym jeziorze – Titicaca. Jacek mówi, że teoretycznie największym jeziorem jest „morze” Kaspijskie, a do obecnej kategorii zostało zakwalifikowane tylko ze względu na swoją dużą jak na jezioro powierzchnię. W każdym razie, podczas naszej podróży po Peru nie mogliśmy sobie odmówić wizyty na osławionych trzcinowych wyspach Uros. Dostać się na miejsce wcale nie jest trudno. Powiedziałabym nawet, że super ławo, bo to jedna z częściej wymienianych atrakcji Peru. W naszym przypadku był to autobus nocny z Cusco do Puno. Podobne autobusy kursowały bardzo często i wiele firm oferowało taki przewóz. W Puno wysiada się na jakby nowym, ale już starym dworcu, w 80% pustym. Samo miasto jest złe, bardzo! Jest brzydkie, nieciekawe, betonowe, z serią niedokończonych budynków, z których sterczy mnóstwo prętów. Do tego jeszcze pogoda była pochmurna, wcześniejszego dnia najprawdopodobniej padało, więc nic nie sprzyjało lepszej ocenie. W Puno nie chcieliśmy spędzać nocy. Przyjechaliśmy wcześnie nad ranem, by móc zwiedzić Uros i jechać dalej do Arequipy.

Z dworca w Puno jest 10 minut spaceru do przystani z łodziami, które kursują na wyspy Uros. Można wykupić sobie toura lub wybrać się łodzią na własną rękę, co i my uczyniliśmy 🙂 Bilet na łódź to ok. 7 Soli, płynie się około godziny. Woda w jeziorze nie należy do najczystszych (przekonaliśmy się potem, że po stronie boliwijskiej woda w Titicaca jest super czysta). Początkowo płynie się po gładkim jeziorze, dalej wpływa się w trzcinowy las by zaraz potem odnaleźć się w centrum pływającego na trzcinach miasta. Mijamy więc wyspy, na których kolorowo ubrane panie machają do nas i zapraszają. Widzimy już stoiska i mnóstwo zrobionych z trzciny bibelotów. Chwilę potem przepływamy obok boiska, na którym odbywa się mecz, dalej seria trzcinowych restauracji i nasza kolej. Wysiadamy.

Witają nas raczej pochmurne i mało zadowolone Panie, które zdaje się jakby przypłynęły chwilę przed nami. Ubrane w kolorowe stroje, które mam wrażenie też założyły przed chwilą. Siadamy razem z resztą pasażerów na trzcinowych ławkach i zaczyna się akcja. Przewodnicząca grupy opowiada jak to się dzieje, że tu żyją, jak budują wyspy, co robią z trzciny, itp. Okazuje się, że trzcinę też jadają. Każdy dostaje po swoim kawałku (jest raczej bez smaku, ale soczysta). Przewodnicząca grupy pokazuje trzcinowe souveniry, oczywiście wszystko do kupienia, ale najgorsze przed nami: cała grupka Smutnych Pań postanawia nam zaśpiewać. Znacie to uczucie, kiedy jest Wam wstyd, ale nie za siebie, tylko za kogoś, kiedy ktoś robi coś tak krępującego, że macie sami ochotę się gdzieś schować, bo czujecie, że to właśnie na Was zwrócone są wszystkie oczy? Tak właśnie się tam czułam w tym czasie 😀 Kiedy Smutne Panie skończyły śpiewać, zaproponowały krótki rejs (za dodatkową opłatą). Swoją trzcinową, zabytkową łódź nazywały mercedesem (ha ha ha, boki zrywać). No więc my zrezygnowaliśmy z tej niewątpliwej przyjemności, ale część innych gości chętnie się zdecydowała. Myślę, że większą frajdę mieliśmy my, jako obserwatorzy z wyspy, bo jak się okazało nie było mowy o romantycznym kursie wiosłową łodzią. Pani przewodnicząca odpaliła motorówkę, ustawiła się z tyłu i pchała zabytkową, trzcinową łódź do przodu. Wtedy Smutne Panie zawstydziły mnie po raz drugi..

Po spędzonej tam godzinie, kierowca naszej łodzi podwiózł nas jeszcze na kolejną wyspę z restauracjami, ale my tylko wysiedliśmy, żeby zobaczyć o co chodzi i zaraz wróciliśmy na pokład. Potem szybki powrót do Puno, dworzec i już jedziemy do Arequipy.

 

Ciekawostki z życia Uros

– wyspy Uros powstały, ze względu na konflikt tamtejszych społeczności. Jedna uciekła przed drugą, osiedlając się właśnie na trzcinowych wyspach z dala od lądu i pośrodku wielkiego jeziora. Rzekomo do dzisiaj wyspy są dla nich domem (w co my śmiemy wątpić)
– mieszkańcy wysp co parę miesięcy muszą uzupełniać swoją wyspę o nową trzcinę, żeby przypadkiem nie zatonąć. Ich domy zbudowane są z trzciny, podobnie jak łódki, łóżka i potrzebne na co dzień akcesoria
– na wyspach można zauważyć sporą ilość solarów! Są przymocowane na stojakach i w ten sposób rzekomo odcięta od świata społeczność ładuje sobie smartfony

Podążaj Małgosia:

Lubię, gdy jest wietrznie, jeść owoce zerwane prosto z drzewa, zapach żniw, ludzi i pasikoniki. Nie lubię żółtego sera.

Ostatnie wpisy

Zostaw komentarz