Trekking w Colca Canyon.

wpis w: Gdzie byliśmy, Peru | 2
Colca Canyon jest prawdopodobnie największym kanionem na świecie i na nasze szczęście, dostępnym dla amatorów górskich wędrówek bez potrzeby wykupienia toura czy wsparcia przewodnika, co zdaje się być niestety standardem w Peru.

Mimo pory deszczowej, w której zdecydowaliśmy się kanion odwiedzić okazało się, że lepszego czasu nie mogliśmy wybrać. W tym okresie w kanionie panuje totalna wiosna! Trasy są pięknie zielone, kwitną kwiaty i pachną zioła, a dodatkowym plusem jest brak tłoku na szlaku, co podejrzewam dzieje się w sezonie.

Do kanionu Colca najlepiej jest dostać się startując z miejscowości Cabanaconde. Bez problemu kupicie bilet z Terminal Terrestre w Arequpie. To koszt około 17 Soli. Mapę kanionu wraz ze szlakami można otrzymać w informacji turystycznej w Arequpie. Jest dosyć dokładna i dodatkowo zawiera legendę, określającą czas przejścia między konkretnymi punktami na szlaku (polecam zajrzeć do TropiMy Przygody po aktualne zdjęcie mapy). Można też zakupić podobną mapę w księgarni, ale kosztuje ponad 30 Soli i praktycznie niczym się nie różni od tej pierwszej.

Po sześciu, a w zasadzie ośmiu godzinach (zawsze trzeba doliczyć wszechobecne opóźnienia) jazdy znaleźliśmy się w Cabanaconde, a od połowy trasy towarzyszyła nam mega mgła i giga opady. W myślach pakowałam się z powrotem do Arequipy, Jacek mnie pocieszał i mówił, że jakby co, to zostajemy noc, zbieramy się rano i nara. Trudno, nie zawsze się udaje z pogodą, zwłaszcza w porze deszczowej. Dodatkowo, przed wyjazdem do Colca Canyon sprawdzaliśmy prognozę pogody, żeby wiedzieć na co się szykować. Jeśli byśmy zaufali jej totalnie, to prawdopodobnie nigdzie byśmy się nie ruszyli.

Na naszą wyprawę do kanionu wybraliśmy się w pierwszym tygodniu marca, więc był to w zasadzie schyłek pory deszczowej, przy czym ani razu nas deszcz po drodze nie złapał. Co nie znaczy, że nie padało 🙂 Lokalsi mówili nam, że pogoda w kanionie działa jak w zegarku, co oznacza, że od rana jest piękne bezchmurne niebo, a około godziny 16 nadchodzi fala deszczu. Tak też było! Przynajmniej podczas naszego pierwszego wieczoru w kanionie, bo potem bezdeszczowe popołudnie się wydłużało.

Szlaki ciągnące się wzdłuż kanionu nie są jakoś bardzo oznaczone, przy czym nie jest tam trudno się odnaleźć. Te trasy, które sa rekomendowane i uczęszczane przez turystów będą dobrze widoczne i okaże się, że to jedyny możliwy kierunek, więc bez obaw. Dodatkowo z wyżej położonych tras, można zobaczyć mapę kanionu jak na dłoni co też ułatwia odnalezienie się w przestrzeni.

Pierwszy dzień wędrówki spędziliśmy z poznanymi na dworcu w Arequpie Hiszpanami. Chyba od razu między nami zaiskrzyło, bo trzymaliśmy się potem razem aż do ich wyjazdu z Colca Canyon. Zaczęliśmy więc wspólnie od trasy z Cabanacodne do Llahuar, co miało być parogodzinnym zejściem w dół kanionu, w stronę rzeki. Tak też było, ale po pięciu godzinach wędrówki w pełnym słońcu, wszyscy byliśmy padnięci. Ścieżka była stroma i pełna drobnych kamieni, więc raz po raz zaliczaliśmy ślizg w dół. Trud wynagrodziły jednak naprawdę wyjątkowe widoki na cały kanion. Na miejscu czekać na nas miał basen z wodą termalną, ale jak się okazało był nieczynny, a dokładnie chyba nie całkiem przygotowany na sezon. Pomoczyliśmy więc stopy, rozpakowaliśmy się w bambusowym lokum i poszliśmy łupać z Hiszpanami w remika 😀

Drugi dzień i kolejny spędziliśmy już we dwoje, pokonując najpierw trasę z Llahuar do San Juan de Chuccho. Szlak był długi, ale meta wynagrodziła wszystko. Po drodze szliśmy zielonymi szlakami z pięknymi zapachami kwitnących ziół i kwiatów, mijając pasące się osiołki i opuszczone kamienne chaty. Widoki naprawdę godne 🙂 Trzeci dzień był wędrówką do oazy Sangalle. Znajdują się tam baseny, z którego i my skorzystaliśmy będąc na miejscu oraz bary, które najpewniej zapełniają się ostro w sezonie. Fajnie, że udało nam się tego doświadczyć będąc praktycznie jednymi z niewielu w oazie. Następny dzień zaczął się dla nas o godzinie 6:00. Nie wzięliśmy kremu do opalania, a powrót do Cabanaconde ścianą, na której przez większość dnia jest słońce, oznaczałoby dla nas pewny udar i poparzenia 😉 Stromą trasę pokonaliśmy w trzy godziny, więc szybciej niż zakładaliśmy. Za to na miejscu mogliśmy zrobić sobie trochę dłuższą pauzę przed odjazdem z powrotem do Arequpiy.

Kanion Colca jest popularnym miejscem odwiedzin również ze względu na kołujące nad rzeką kondory. W czasie wędrówki naliczyłam dwanaście, co uznaję za całkiem przyzwoity wyniki. Można je obejrzeć z punktu Cruz del Condor w okolicach Cabanacodne, ale chyba lepiej tego doświadczyć z poziomu pieszej wędrówki w kanionie 🙂

Podążaj Małgosia:

Lubię, gdy jest wietrznie, jeść owoce zerwane prosto z drzewa, zapach żniw, ludzi i pasikoniki. Nie lubię żółtego sera.

Ostatnie wpisy

2 Odpowiedzi

  1. Szkoda, że nic nie napisałaś o niemałym znaczeniu polaków w odkrywaniu i propagowaniu tego miejsca. Mam na myśli uczestników wyprawy Canoandes 79, którzy jako pierwsi zdobyli kanion Colci w maju 1981 roku, napisali o niem dziesiątki artykułów w najważniejszych magazynach podróżniczych na świecie. Na rynku w Chiway stoi tablica upamiętniająca ich wyczyn, główna ulica w ty mieści i Huambo nazwana została na ich cześć Avenida de los Polacos.

    • Nie było moim celem pisanie o historii kanionu. To głównie relacja z naszego pobytu, ale dzięki, że o tym wspomniałeś 🙂

Zostaw komentarz