Ostatnie chwile w Meksyku. Puebla, Morelia, Gudalajara.

wpis w: Gdzie byliśmy, Meksyk | 0
To już ostatnia prosta w Meksyku. Ten etap rozpoczął się jazdą na północ w stronę Guadalajary, miejsca gdzie zakończyliśmy naszą przygodę z Meksykiem.

Z Oaxaca do Gudalajary jest 1000 km. Mieliśmy do wyboru lot samolotem lub podróż autobusem. Loty były za drogie, a i mieliśmy jeszcze dwa tygodnie, więc nie musieliśmy się aż tak spieszyć. Podróż autobusem za jednym razem zajęłoby to ponad 22 godziny z przesiadkami. Postanowiliśmy więc poszukać czegoś pomiędzy, ciekawego miejsca na kilka dni.

 

Puebla

Na to miasto padło jako nasz punkt przesiadkowy między południem a północą Meksyku. Znajduje się ono 120 km na południe od Mexico City, liczy ponad dwa miliony mieszkańców i jest dokładnie w połowie drogi między Oaxaca a Guadalajara, czyli idealnie pod nasze potrzeby. Jest to miasto z dobrze rozwiniętym przemysłem i handlem. Zarówno w naszym przewodniku jak i na stronach internetowych Puebla nie znajduje wysoko w rankingu miejsc, które trzeba zobaczyć w Meksyku, a według nas powinno! Otóż centrum miasta jest bardzo ładne, wysokie zadbane kamienice, centralny park zielony, wysokie palmy i wszechobecne azulejos. W dodatku aż trzy rzeczy z Puebli są wpisane na listę dziedzictwa UNESCO: biblioteka, katedra i lokalne jedzenie 🙂 Każde sprawdziliśmy i faktycznie robi wrażenie. Jeszcze należy wspomnieć o złotej kaplicy Rosario w kościele Santo Domingo. Dodatkowo nie ma za dużo turystów co sprzyja spędzaniu czasu w mieście.

Zabytkowa biblioteka w Puebli

Zabytkowa kamienica w centrum miasta

 

Cholula

Tu pierwszy raz udało nam się nocować na Couchsurfingu. Szukaliśmy nocowania w Puebli, ale jak to bywa, miejsce miało być w centrum, a wyszło na obrzeżach miasta, a dokładnie w Choluli. Jest to miejscowość oddalona o 15 km od Puebli, do której dojeżdża komunikacja miejska. Cholula jest znana z trzech rzeczy:
– 365 kościołów zlokalizowanych w całym mieście, które liczy nieco ponad 100 tys mieszkańców, każdego dnia w innym kościele jest odpust, wiec powodów do zabaw nie brakuje
– 3 uczelni wyższych; Cholula to bardzo duży i ważny ośrodek naukowy
– z miasta bardzo dobrze widać drugi największy wulkan w Meksyku Popocatépetl (5426 m n.p.m)
Samo centrum miasta jest dość małe albo bardzo urokliwe. Ze względu na uczelnie wyższe, w Choluli jest dużo knajp i barów dla studentów, czyli czuć akademickie klimaty. Nam wystarczył jeden dzień aby ją zwiedzić, ale ze względu na swoje dobre położenie było to dobre miejsce do wypadów do Puebli.Renata, dziewczyna u której nocowaliśmy (w Meksyku też mają takie imię), powiedziała nam kilka ciekawych rzeczy o Choluli i samym Meksyku, np:
– w momencie, gdy Hiszpanie podbijali Meksyk budowali kościoły na piramidach Indian. Miało to na celu pokazanie lokalnej ludności, że to od tego momentu religia katolicka jest dominująca na danym teranie i zawsze jak spojrzy się do góry to widzi się kościół
– obok wulkanu Popocatépetl jest góra, która kształtem przypomina leżącą kobietę. Wg legend, owa kobieta zasnęła czekając na swojego męża, który ruszył na wojnę
– do dnia dzisiejszego bardzo mocna jest tradycja obchodzenia piętnastych urodzin dziewczyn w Meksyku, tzw. Quinceañera (z hiszp. quince – piętnaście i años – lata). Jak nam powiedziała Renata, są to wydarzenia porównywalne do ślubów, czyli wielkiej imprezy, gdzie zaprasza się całą rodzinę i znajomych. Dziewczyny przywdziewają wtedy kolorowe sukienki. Są to często bardzo kosztowne imprezy, gdzie nierzadko zdarza się, że rodziny latami zbierają pieniądze na piętnaste urodziny swojej córki.

Widok na wulkan Popocatépetl

U góry główny kościół w Chapali, a poniżej „akademicka” ulica

 

MORELIA I RESERVA DE LA BIOSFERA MARIPOSA MONARCA

Już w Polsce Gosia czytała o pewnym miejscu w Meksyku, gdzie można zobaczyć największe na świecie skupisko motyli monarcha w jednym miejscu. Będąc gdzieś w Chiapas usłyszeliśmy, że luty to najlepszy okres aby je podziwiać, a samo miejsce jest pomiędzy Mexico City a Guadalajara, czyli w kierunku, którym podążaliśmy (nasza trasa w zakładce Podróże → Trasa). Idąc radą ludzi oraz przeglądając możliwości dojazdu zdecydowaliśmy się na podróż do Moreli, a stamtąd zabrać toura do rezerwatu motyli.
Najpierw kilka słów o Moreli, gdzie spędziliśmy trzy noce. Miasto jest stolicą stanu Michoacán, gdzie uprawia się najwięcej awokado w Meksyku. Centrum miasta to zabytkowa katedra oraz okoliczne uliczki. Nam szczególnie spodobały się ruiny akweduktu. Co jeszcze zauważyliśmy, to zabytkową szkołę muzyczną w centrum miasta, która do dzisiaj jest miejscem szkolenia młodych mariachi (gitarzystów). Jednak głównym powodem, dla jakiego chcieliśmy być w Moreli, to miejsce skąd udaliśmy się to Rezerwatu Mariposa Monarca. Niezwykłość tego miejsca polega na tym, że co roku miliony motyli monarcha z całej Ameryki Północnej zlatują przenocować zimę w lasach Meksyku. Obszar zimowania motyli stanowi park narodowy o powierzchni blisko 56 tys. hektarów. A żeby było jeszcze ciekawiej, podróż przemierzają cztery pokolenia motyli, gdyż wędrówka trwa ponad sześć tygodni (4000 km), a motyle monarcha żyją średnio 3 – 4 tygodnie (czyli dziadek zaczyna wędrówka, a dolatuje prawnuczek). Miesiące, w których można podziwiać motyle to od listopada do marca. Nasz jednodniowy tour obejmował 8-godzinną podróż w obie strony i 2-godzinne zwiedzanie rezerwatu położonego na ponad 3000 m n.p.m. (podjazd pod bramę rezerwatu i potem 45 minutowy spacer w głąb lasu). Jechaliśmy vanem z parką starszych Amerykanów (ona była bliska adopcji Gosi, tak ją polubiła) i kierowca – przewodnik, którego ojciec był z pochodzenia Polakiem (polskie korzenie zawsze gdzieś się znajdą). Całość to koszt około 650 MXN (sam dojazd plus wejście, bez wyżywienia). Miejsce warte zobaczenia, zdjęcia tego niestety nie oddają.

Katedra w Moreli

Pozostałości akweduktu

Motyle w RESERVA DE LA BIOSFERA MARIPOSA MONARCA

 

Guadalajara i Chapala

Ostatnie cztery dni spędziliśmy w Guadalajarze i okolicach. Sama Guadalajara to drugie największe miasto Meksyku o bardzo mocnej pozycji ekonomicznej. Wybraliśmy je, gdyż czytaliśmy o pięknych uliczkach, no i że trzeba je po prostu odwiedzić. A wyszło następująco: okolice katedry były akurat w remoncie, a w samym mieście był festiwal światła i dźwięku, przez co całe miasto było zapchane ludźmi (my ogólnie mamy takie szczęście, że gdzie jedziemy to festiwal, święto miasta lub inna fiesta… przypadek?! nie sądzę). Reasumując samo centrum Guadalajary nas nie powaliło. Postanowiliśmy pojechać do podmiejskiego miasteczka Tlaquepaque, które de facto stało się przedmieściami Guadalajary. Tam już znaleźliśmy kolorowe uliczki i ładny miejski park (warto zwiedzić!). Ostatniego dnia przed wylotem postanowiliśmy jeszcze zobaczyć oddalone o 45 km największe jezioro w Meksyku Chapala (powierzchnia 1112 km², dla porównania Śniardwy ma 113,8 km²) oraz leżący nad nim kurort o tej samej nazwie. Jezioro z mało ciekawą wodą (zimna i praktycznie nieprzejrzysta) a kurort Chapala jak to kurort, promenada z palmami, budy z jedzeniem i pamiątkami (w sam raz na siedem godzin zwiedzania z dojazdem).

Katedra w Gudalajara

Kolorowe uliczki Tlaquepaque

Promenada w Chapali

I tak zakończyła się nasza przygoda z Meksykiem. Krajem, który bardzo pozytywnie odebraliśmy. Miejscem wspaniałych, różnorodnych miejsc (dwa oceany, góry, pustynie, dżungla, wodospady) miłych i pomocnych ludzi, bezpiecznym (tego się najbardziej obawialiśmy, ale zachowując zdrowy rozsądek przez cały miesiąc ani razu nie byliśmy w niebezpiecznej sytuacji), niedrogi, no i z przepyszną kuchnią!

Podążaj Jacek:

już po 30, przed wyprawą życia, mąż

Zostaw komentarz