Meksyk. Praktycznie zaobserwowane.

wpis w: Gdzie byliśmy, Meksyk | 0
Do Meksyku pojechać chciałam bardzo. Jakaś nieokreślona siła ciągnęła mnie do tego kraju, więc uznaliśmy, że teraz jest ten moment, żeby spędzić tam więcej czasu. Mimo wielu przeczytanych w internecie ostrzeżeń dotyczących bezpieczeństwa (a raczej jego braku) w Meksyku, możemy śmiało powiedzieć, że to świetne miejsce, otwarci ludzie i wspaniałe jedzenie. W skrócie: chcielibyśmy tutaj wrócić!

Po dosyć wymagającym początku podróży na Kubie, Meksyk okazał się naszym momentem wytchnienia i czystej przyjemności z podróżowania. A oto dlaczego:

1. Bezpieczeństwo

Wbrew temu, czego można się nasłuchac i naczytać, Meksyk to względnie bezpieczny kraj. Oczywiście należy zachować zdrowy rozsądek i nie afiszować się ze swoim statusem trusysty, ale to zdaje się dotyczy każdego miejsca na Ziemi. Faktem jest, że północne regiony Meksyku to nadal pole walki dla narkotykowych bossów, więc tam nie polecamy się wybierać, ale reszta kraju nie budzi zastrzeżeń. Być może mieliśmy szczęście, że nic złego w czasie naszego pobytu się nam nie przytrafiło, ale nie odczuliśmy żadnego zagrożenia czy nie spotkaliśmy się z jakąś niekomfortową sytuacją, która mogłaby sprawić, że chcielibyśmy szybciej wyjechać. Zdarzają się kradzieże w autobusach (trzeba zwłaszcza uważać na te nocne, kiedy czujność jest uśpiona), ale to nie odbiega od znanych nam standardów bezpieczeństwa.

2. Nocne autobusy

Ważny aspekt i niepodważalny pozytyw każdej podróży 😉 Meksyk ma ogromną powierzchnię, więc jednym ze sposobów jest pokonywanie tych dużych dystansów dzięki wielu dostępnym nocnym połączeniom autobusowym. Korzystając z takich usług możemy więc po raz: nie marnować bez sensu dnia w autobusie, po dwa: oszędzamy na noclegu, spędzając noc w trasie. Meksykańskie autobusy dzielą się na dwie klasy. Jak łatwo się domyślić: na pierwszą i drugą 🙂 Pierwsza jest najczęściej wykorzystywana przez turystów i są to autobusy ADO. Jakość i udogodnienia podczas przejazdu są na wysokim poziomie (fotel-łóżko, więcej miejsca na nogi, itp.), dlatego za bilet trzeba będzie więcej zapłacić. Tańszą alernatywą są autobusy drugiej klasy, z której najczęściej korzystają lokalsi. Taki autobus w zasadzie niczym nie odbiega od polskich standardów PKS, także nie powinniście czuć się zawiedzeni. W Meksyku jest kilka dostępnych przewoźników, ale jednen dworzec i kasa (w odróżnieniu np. od peruwiańskich realiów). Nie ma niepotrzebnego chaosu, dworce są czyste, jest stały dostęp do darmowego internetu, komunikaty o odjazdach są głośno zapowiadane, co jest sporym ułatwieniem.

Dodatkowym plusem jest dostępność biletów autobusowych ze znaczną zniżką w momencie, gdy zdecydujemy się na ich zakup z wyprzedzeniem. Nawet dwa czy trzy dni do przodu to oszczędność rzędu 50% na bilecie. Warto więc zaplanować wyprawę tak, by co nieco pesos zachować w kieszeni.

3. Bon apetit!

Nasza ulubiona część. Jedzenie. W Meksyku nie możesz być głodny, nie ma szans. Gdziekolwiek się nie obrócisz, w którąkolwiek stronę nie pójdziesz, tam będzie stał ktoś z tacosami, gotowymi do pożarcia. Wszystko jest zupełnie świeże, cebulka siekana na twoich oczach, pomidorek i limonka tryska sokiem, dodatki: wybierz, jakie chcesz, a do tego jest niedrogo. W Meksyku je się dużo warzyw i owoców. Mercado są ogromne, naładowane kolorowymi produktami. Czasami ma się ochotę po prostu je kupować, żeby tylko je posiadać! Dodatkowo każdy region Meksyku ma swoją charakterystyczną kuchnię, dlatego nie znudzisz się menu. Raz zjesz duszoną jagnięcinę, a raz gigantyczną kanapkę z szarpanym serem i to cały czas będzie pyszne!

I chyba z tego wszystkiego polubiłam kolendrę..

4. Dostęp do internetu wszędzie

Korzystaliśmy w sumie z internetu, tam gdzie był dostępny za darmo. Nie zainwestowaliśmy w meksykańską kartę na komórkę (nie mieliśmy takiej potrzeby), ale wiemy, że posiadając taką ma się nieograniczony i darmowy internet z każdego miejsca. Nie jest on co prawda szalonej prędkości, ale pozwala na sprawdzenie podstawowych stron. O niezabezpieczone hasłem wi-fi też w zasadzie nietrudno. Pewniakiem są dworce autobusowe i bardzo często główne, miejskie place. Jak już podłączysz się do internetu w hostelu czy innym, podobnym miejscu, będzie on przyzwoitej jakości. Bez irytujących przerw i długiego oczekiwania.

5. Ave coca-cola!

Nie raz przekonaliśmy się, że coca-cola ważnym dla Meksykanów napojem jest. W zasadzie to, co nas początkowo uderzyło to dostępność coli w absolutnie wszelakiej pojemności. Od małej plastikowej butelki 200ml, po szklaną litrową, poprzez półlitrową szklaną butelkę z plastikową zakrętką. Cola jest dostępna wszędzie, w każdym zapadłym miejscu i w każdej lepszej knajpie. Dodatkowo cena coca-coli jest naprawdę niewielka, a w restauracji zapłaci się za nią w zasadzie tyle samo, co w sklepie. Czytałam też kiedyś artykuł o tym, że pewna meksykańska społeczność prowadzi obrzędy w kościele wykorzystując do tego między innymi coca-colę. Także tego..

6. Jeśli szukasz jakiegoś miejsca..

..lepiej zapytaj paru osób, zanim zdecydujesz się, w którą stronę skręcić. Meksykanie niezbyt znają się na kierunkach. Popatrzą na mapę, trochę pomamroczą pod nosem, wskażą gdzie iść, no i najpewniej zaraz będziesz musiał się cofać. Nie raz nam się taka właśnie sytuacja przydarzyła, więc nauczeni doświadczeniem pytaliśmy parę osób po drodze, czy na pewno idziemy w dobrą stronę. Zwykle nie szliśmy, więc należało zapytać jeszcze kogoś. W sumie nie przypominam sobie sytuacji, w której zapytana osoba odpowiedziała, że po prostu nie wie. Być może z chęci wykazania się, albo pomocy jakiejkolwiek wskazywali na oślep kierunek, w którym zdawało im się, że powinniśmy iść. Nasza rada: jeśli chcesz zapytać o drogę, dla własnego komfortu psychicznego, pytaj więcej niż jedną osobę.

7. Tanie kosmetyki

To w sumie taka ciekawostka, pewnie bardziej dla dziewczyn, ale w Meksyku są tak tanie kosmetyki, że szok! I to nie takie firmy „Krzak”, ale takie całkiem sensowne. No dla porównania, kupiłam odżywkę do włosów (wiem, że to dosyć ciężki luksus do dygania na plecach, ale kłaki mi się tak elektryzowały, że nie mogłam wytrzymać :D) L’oreal Elseve za niecałe 5 zł. Podobnie niskie ceny miały wszystkie kosmetyki Nivea i reszta z podobnej kategorii. Nic, tylko kupować!

Podążaj Małgosia:

Lubię, gdy jest wietrznie, jeść owoce zerwane prosto z drzewa, zapach żniw, ludzi i pasikoniki. Nie lubię żółtego sera.

Ostatnie wpisy

Zostaw komentarz