Kuba kulturalnie.

wpis w: Gdzie byliśmy, Kuba | 0
Ostatnim razem więcej napisaliśmy o tym, jak to na Kubie najłatwiej nie jest. Nie chcielibyśmy Was jednak zostawić z tą nie zawsze z naszej strony sprawiedliwą oceną, bo Kuba oferuje też mnóstwo pozytywnych wrażeń.

Poza tym, że ta karaibska wyspa to gratka dla oczu (piękne plaże, ciepłe morze, góry i przyroda ogólnie rzecz biorąc), to z socjologicznego punktu widzenia, Kuba jest pełna osobliwości, wyjątkowych zdarzeń i zaskakujących miejsc. Tym razem więc zebraliśmy parę punktów, które plusują w ogólnym odbiorze Kuby.

 

Muzykalni Kubańczycy.

Prawdą jest, że mieszkańcy Kuby są mocno muzykalni, ale nie bez powodu. Oni po prostu mają talent i go wykorzystują! Muzycy nie boją się śpiewać w głos czy grać na instrumentach dla wielu. Robią to też bez zbędnego gwiazdorzenia, a muzykę traktują jako swoją codzienność. W ciągu dnia spotkamy więc grupy muzyków w knajpach i na uliacach, grających niezależnie od wieku, instrumentu czy pogody 😉 Muzyka najczęściej ma kubańskie rytmy, a jeśli w grę wchodzi wokal to treść utworów jest hiszpańskojęzyczna. To oczywiście wszystko razem robi niesamowity klimat, zwłaszcza w trakcie wieczornych spacerów po Hawanie czy podczas sączenia małego (dużego?) Mojito na Plaza Vieja.

Pomijając fakt, że grać/śpiewać potrafią, to najczęściej jest to też niezłe źródło dochodu. W tej sytuacji uważam to za fair transakcję. Robią show, więc oczekują gratyfikacji. Oczywiście nikt biletu na spektakl nie sprzedaje, ale koniec końców przechodzień czy klient w restauracji kwalifiuje się do roli słuchacza i uczestnika koncertu.

 

Pyszne drinki na rumie.

Że Kuba jest ojczyzną rumu, to wiadomo. Nie spodziewaliśmy się jednak, że zamiast artykułów spożywczych w markecie znajdziemy.. no właśnie, często tylko rum! Ale w zasadzie to dobra wiadomość, bo kubańskie drinki na rumie są absolutnie przepyszne i dodatkowo nie są wcale drogie, co rzecz jasna sprzyja częstym przerwom na małe „orzeźwienie” 😉 Oprócz najpopularniejszych Cuba Libre, Mojito czy Pinacolada, znajdziemy znacznie więcej propozycji, bo praktycznie każda mniejsza bądź większa knajpa dysponuje dosyć długim menu drinków. Jak się okazuje te najpopularniejsze wśród turystów koktajle (patrz wymienione wyżej trzy), wcale nie są tak doceniane przez mieszkańców Kuby. Z tego co zauważyliśmy, to najczęściej piją czysty rum, albo rzadziej mieszają go z ichniejszą colą.

Przekonaliśmy się też (niejednokrotnie ;)), że kupione na ulicy drinki w plastikowych kubeczkach są równie dobre jak te w barach, a co najmniej dwukrotnie tańsze. Mniam!

 

Pierwszorzędny street art.

Nie wiem czy autorami są mieszkańcy Kuby, czy raczej przyjezdni podróżnicy, ale street art na Kubie czuje się wyśmienicie! W sumie zastanawiająca jest ilość grafitti, szablonów, itp. w sytuacji, jeśli po miastach non stop chodzi policja i pilnuje porządku. Z drugiej strony duża część zabudowy miast to nieużytki i może do takich nikt się nie przyczepi, w każdym razie chwała graficiarzom za ich talent!

W wielu przypadkach tematem pracy jest dulce, no i wszechobecny Che Guevara, który ma się wrażenie na Kubie jest nieśmiertelny. Poza tym, że jest elementem popkultury (gadżety, souveniry, itp.), to chętnie wspominany/cytowany jest w sztuce ulicznej.

 

Dulce zawsze żywy.

W sumie zastanawiałam się czy tutaj ten punkt umieścić, ale doszłam ostatecznie do wniosku, że tak 🙂 A czemu? Bo Kuba jest jednym z niewielu państw na świecie, gdzie istnieje tak silna więź z przywódcą i ustrojem ogólnie rzecz ujmując. I to jest ciekawe, w sensie poznawczo. Mimo niedawnej śmierci Fidela Castro nadal odbywają się pochody ku chwale i czci El Comandante, których sami też byliśmy świadkami. W przestrzeni miejskiej nie brakuje billboardów z cytatami z Fidela, często minąć można na ulicy sprayem opisane ściany budynków z życzeniami „niech żyje Fidel!”, na banknotach i monetach podobnie. W budynkach publicznych wiszą obrazy z wizerunkiem Fidela, w oknach spoglądać będzie na nas ze zdjęcia w ramce, która przyozdobiona jest sztucznymi kwiatami i serią kolorowych wstążek.

 

Mocna kawa.

Dostępna praktycznie na każdym rogu w tzw. cafeteria. Pierwszy łyk kubańskiej kawy trochę nas zaskoczył. Była mega mocna i mega słodka, ale momentalnie postawiła nas na nogi. Po skosztowaniu kawy w takiej postaci, nie potrafiliśmy wypić innej. W zasadzie do tej pory trzymamy się zasady: czarna, mocna i słodka. Oczy od razu się otwierają!

Kawa podawana w okienku, nalewana z termosu do małych, wielorazowych emaliowanych filiżanek. Koszt takiej przyjemności to od 1 do 2 CUPów, czyli baaardzo niewiele. Picie kawy w tej sytuacji, to szybki shot na przebudzenie i w drogę. Raczej nie ma mowy o dłuższej pogawędce. Kolejni klienci czekają 🙂 Jest również opcja bardziej ekskluzywna, czyli cappucino przy stoliku, ale to raczej odpowiedź na potrzeby turystów.

 

Retro samochody.

Na ten temat Jacek rozpisał się w poście tutaj.

 

Architektura.

Ta naprawdę jest wyjątkowa. Ulice Hawany są pełne zdobionych kamienic, ze zdobionymi balkonami. Każda kamienica jest oczywiście inna od siebie, co podbija wrażenia estetyczne. Zabudowa generalnie nie jest wysoka, więc nie ma się wrażenia przytłoczenia. W Trinidadzie jest najczęściej dosyć kolorowa, co w słońcu wygląda naprawdę ekstra. Do tego kilka rozsianych po mieście niemałych placów, na których można przysiąść na kawę w knajpce lub po prostu trochę pokontemplować 🙂 Tutaj zwykle znajdziemy też bardziej zadbane budynki, remontowane, przed którymi stać będzie ochroniarz. Najczęściej są to lepsze hotele i muzea.

Piękne kamienice to nie tylko domena centrum – w tym przypadku Hawany. Ciągnie się daleko poza centralne punkty miasta. Tutaj jednak trudno mówić o zadbanym otoczeniu. Najczęściej budynki to małe ruiny, które podupadają od jakiegoś czasu, zostawione w niełasce. Nie jest to tak, że nikt tam nie mieszka, o nie. Po prostu nie ma komu o to dbać i nie ma komu za remont zapłacić. Spacerując po mieście żal nam było obserwować piękną zabudowę Hawany w takim stanie, choć jednocześnie przypominać może jak świetnie musiało tutaj być jeszcze jakiś czas temu i na swój sposób taki stan pracuje na klimat tego miasta.

PS. Schody w praktycznie każdej kamienicy są marmurowe (?!).

Podążaj Małgosia:

Lubię, gdy jest wietrznie, jeść owoce zerwane prosto z drzewa, zapach żniw, ludzi i pasikoniki. Nie lubię żółtego sera.

Ostatnie wpisy

Zostaw komentarz