Czemu nie zakochaliśmy się w Peru?

wpis w: Gdzie byliśmy, Peru | 4
Decydując się na podróż do Peru mieliśmy dosyć wysokie oczekiwania. Na którekolwiek forum czy bloga nie zajrzysz, praktycznie każdy wylewa morze pozytywnych komentarzy dotyczących podróżowania po Peru. Jechaliśmy więc pełni nadziei, że będzie to jeden z lepszych przystanków na naszej trasie. Było inaczej. Dlaczego?

 

1. W góry z przewodnikiem

Peru to w zasadzie głównie przyroda i góry. Amatorzy górskich wypraw będą więc w swoim raju. Nam się nie udało tyle pochodzić ile byśmy chcieli ze względu na obecną porę deszczową i niesprzyjającą pogodę. Ale kolejną rzeczą, która nas zniechęciła była konieczność wykupienia touru na te trasy, które nas najbardziej interesowały. Takie wycieczki rzecz jasna do najtańszych nie należą. Musisz zapłacić za całą infrastrukturę, przewodnika, kucharza, osiołki i inne dodatki. Jestem w stanie zrozumieć, jeśli wyprawa ma dotyczyć zdobycia pięcio- lub sześciotysięczników (na co podejrzewam zdecydują się i tak te osoby, które są bardziej doświadczone w temacie), ale nie rozumiem dlaczego trekking na każdą inną górkę musi odbywać się z tourem i resztą ekipy. Nie wiem czy to nie jest już z mojej strony jakaś teoria spiskowa, ale mam wrażenie, że trasy nie są celowo oznaczone, a mapy dystrybuowane wśród turystów, właśnie po to, by przypadkiem samodzielnie w góry turysta się nie wybrał. W końcu poprowadzenie sześciu osób na szlak za 150 $ każda (bez uwzględnienia wejściówek czy innych dodatkowych opłat) na dwa dni to świetny biznes. Nie oczekujmy komfortów. Nocleg w namiocie, a na obiad ryż.

2. Dajcie jeść!

Ci z was, którzy trochę nas znają, albo czytają nasze wpisy wiedzą, że lubimy żarcie. Chętnie więc zapoznajemy się z lokalnymi przysmakami, raz po raz wyskoczymy na lepszy obiad, szukamy tych miejsc, gdzie posmakować można tradycyjnej kuchni i nie boimy się próbować. Po orzeźwiającej i wspaniałej kuchni meksykańskiej, wpadliśmy w sidła nudnej, jałowej i nie sprzyjającej żołądkowi kuchni peruwiańskiej. Ok, zdarzyło nam się zjeść raz dobre muszle i ceviche, ale spędziliśmy tutaj niemal miesiąc i zajadanie się przez resztę czasu suchym ryżem i wyciągniętą przed chwilą z zupy nóżką kurczaka nie należy do moich ulubionych. Nie obyło się również bez rewolucji żołądkowych, ale te pojawiły się również u większości osób, które poznaliśmy po drodze. Przyczyną nie była bynajmniej charakterystyczna dla Peru walka z chorobą wysokościową, a wczorajsza marna kolacja.

3. Ciągłe opóźnienia

Na początku uznaliśmy to za dosyć urocze, bo charakterystyczne dla Ameryki Południowej. Legendarne mañana stało się naszą codziennością, co w pewnym momencie przekroczyło u nas próg tolerancyjności. Choć każdorazowo upominani byliśmy o konieczności pojawienia się na dworcu co najmniej pół godziny przed odjazdem autobusu, to zwykle czekaliśmy kolejną godzinę, aż nasz środek lokomocji się pojawi i łaskawie dowiezie nas na miejsce. Oczywiście autobus też nie jedzie tak, jak miał pierwotnie zaplanowane. Zabieramy więc po drodze babę z dziadem, jednego szczeniaka, wór ziemniaków, dwanaście siatek z zakupami, trójkę płaczących dzieci (wszystkie rzecz jasna siadają wokół nas) i przez kolejne siedem godzin wspólnie pokonujemy krętą trasę. Trudno więc zaplanować jest czas przyjazdu do celu, choć w sumie teraz już trochę do tego przywykliśmy, co nie zmienia faktu, że jest to irytujące.

4. Wszechobecny syf

To jest chyba domena uboższych krajów, w których nie jest budowana i utrzymywana w mieszkańcach świadomość dbania o środowisko i ekologii w ogóle. W Peru więc (mimo nie najniższych cen) syf jest wszechobecny. Stosy plastikowych butelek, papierków po słodyczach, wyrzuconych kości po obiedzie to nieprzyjemny standard, z którym chcąc nie chcąc trzeba się tutaj pogodzić. Oczywiście nie znajdziemy tego w ścisłym centrum większych miast, ale suburbia tychże są już właśnie takie. Takiej sytuacji, zdaje się, nikt nie chce naprawić. Z papierkiem po batoniku przyjdzie nam iść przez dziesiątki przecznic. To samo dotyczy czystości w hostelach czy knajpach. Czystej łazienki trudno uświadczyć, a system kanalizacyjny i konieczność wrzucania zużytego papieru do kosza obok to coś, z czym nie udało mi się pogodzić, mimo szczerej chęci dostosowania się do zastanych warunków (choć tak podobnie rzekomo jest w całej Am Pd). Zupełnie inaczej się mają regiony górskie Peru. Tam absolutnie nie możemy narzekać na stan czystości przestrzeni, ale to chyba dlatego, że najzwyczajniej w świecie te obszary są mniej zaludnione.

5. Peru przereklamowane?

Trochę podsumowując i zastanawiając się nad naszą opinią dotyczącą Peru, doszliśmy z Jackiem do wniosku, że chyba mieliśmy po prostu zbyt wysokie oczekiwania. Po podróży w Meksyku, wobec którego mieliśmy więcej obaw i przeczytanych wcześniej kontrowersyjnych komentarzy do zweryfikowania okazało się, że to Peru nie daje do końca rady.

To nie jest tak, że jesteśmy niezadowoleni, absolutnie nie! To wszystko, co wyżej pozwoliłam sobie skomentować jest nawet ciekawe z poznawczego/socjologicznego punktu widzenia. Są oczywiście też miejsca w Peru, których możliwości bycia i zobaczenia nie oddałabym za żadne skarby! Chciałam po prostu trochę podrażnić tą mydlaną bańkę, w której mam wrażenie, Peru cały czas dryfuje.

Podążaj Małgosia:

Lubię, gdy jest wietrznie, jeść owoce zerwane prosto z drzewa, zapach żniw, ludzi i pasikoniki. Nie lubię żółtego sera.

Ostatnie wpisy

4 Odpowiedzi

  1. Gdzie wam kazali iść tylko z przewodnikiem? Bo generalnie wszędzie można też iść w góry na własną rękę. Chyba, że miejscami jest inne patio, dlatego zastanawiam się gdzie 😉
    Co do toalet to 99% Ameryki Południowej tak rzeczywiście wygląda.
    Z tym system niestety tak przejeżdżamy autobusem przez rezerwat przyrody, a miejscowi bach śmieci przez okno… Pomimo próśb w prawie każdym autobusie, by tak nie robić…

    • Generalnie wszędzie jak próbowaliśmy zdobyć info, gdzie by tu wyskoczyć na własną rękę w góry to odpowiadano nam, że tam się nie da i trzeba z przewodnikiem, że za wysoko, że trzeba mieć wsparcie, albo dojechać autem itd. A że nie ma dostępnych map z trasami to też ciężko jest się zdecydować. Inną rzeczą jest to, że nie mieliśmy tyle czasu, żeby przez tydzień próbować się gdzieś dostać a później szukać szlaku 😉

  2. Fajny wpis. Peru jest fascynujące. Mam nadzieję kiedyś odwiedzić. Podobny syf widziałem w Mauretanii, przerażał mnie tak samo.

    • Dzięki 🙂 Nas może nie tyle co przerażał, ale byliśmy po prostu zaskoczeni (w odniesieniu do wszystkich zdjęć, które są publikowane w sieci z wyjazdów do Peru), no i przykro się robiło na ten widok 🙁 A Peru polecamy odwiedzić, choć nadal Meksyk jest dla nas numerem 1 jeśli chodzi o Am Łac. 🙂

Zostaw komentarz